"Dlaczego on wziął tę rolę?!?" Czyli jak sprzedają się mistrzowie

Last Vegas
W kinach gości "Last Vegas", kolejna z komedii czerpiących z sukcesu serii „Kac Vegas". Film to podwójne odcinanie kuponów: z jednej strony od oryginalnego pomysłu, z drugiej - od sławy odtwórców głównych ról.
Z plakatu uśmiechają się Michael Douglas, Morgan Freeman, Kevin Kline i Robert De Niro. Ten ostatni ma spore doświadczenie w rozmienianiu się na drobne, o czym świadczą chociażby trzy części serii „Poznaj moich rodziców". Na zasadzie „bierz forsę i w nogi" swoje nazwisko do wypromowania bardzo marnych projektów wykorzystało także wielu innych aktorów. Najgorszym przykładem jest tu chyba Al Pacino w filmie „Jack i Jill" u boku Adama Sandlera. To była komedia tak zła, że wszyscy chcieli ją zobaczyć. Na Rotten Tomatoes zebrała 3% pozytywnych ocen, ale i tak zarobiła 25 milionów dolarów w weekend otwarcia. Al Pacino niby śmiał się sam z siebie, ale o wiele śmieszniejszy był Alpa Chino w filmie „Jaja w tropikach". Po „Jacku i Jill" krytycy zaczęli zwracać uwagę, że Pacino nawet w filmach, w których gra serio, zmienia się we własną karykaturę.

Taniec z gwiazdami

Listę dobrych aktorów w złych filmach, uporządkowaną wedle wielu reguł tak, by znajdowali się na niej naprawdę wielcy aktorzy w filmach bardzo złych, ale znanych szerokiej publiczności, opublikował nie tak dawno Screen Rant. Dla twórców zestawienia inspiracją był występ Daniela Day-Lewisa w musicalu „Nine", kompletnie nieudanym dopełnieniu „Osiem i pół" Felliniego. Nikt nie ma rzecz jasna pretensji do fanów i twórców musicali, ale czasami porywają się na tematy głębokie, pozostając przy dość płytkim sposobie opowiadania. Day-Lewis wydawał się aktorem wybrednym, bardzo skupionym na jak najlepszych owocach swojej pracy. Już po „Dziewięć" udowodnił to w „Lincolnie", zdobywając kolejnego Oscara. Jego pojawienie się wśród aktorów śpiewających i tańczących było jednak rażącą pomyłką – „Nine" to jedna z największych wpadek kasowych w kinie ostatnich lat – zarobił 54 miliony dolarów na całym świecie, a kosztował 80. 

Nazwisk można wymienić wiele. Zawodzili nawet aktorzy z charyzmą. Kevin Spacey, nim wykorzystał swoje nazwisko do promocji WBK, wsławił się rolą w serialu „House of Cards", która przypomniała światu, że to znakomity aktor, człowiek z „American Beauty" i „Siedem". Przez lata dawał o tym zapomnieć. Ben Kingsley potrafi poruszyć w „Gandhim" i rozśmieszyć w „Dyktatorze", ale jego wizerunek nadszarpnęło popełnienie filmu „Guru miłości". Nie jest też prawdą, że dawni wielcy tak nie robili, a złe scenariusze realizowane przez wybitnych aktorów są znakiem czasów i kryzysu. Marlon Brando również zdołał przed śmiercią zapaskudzić swoją filmografię, występując w filmie „Kolumb Odkrywca".

Screen Rant, wypominając Ojcowi Chrzestnemu tę rolę, wspomniał cytat Jacka Nicholsona: „Kiedy Brando umrze, wszyscy przesuniemy się w drabinie o jeden szczebel w górę".

Dwóch gniewnych ludzi
Dziś to samo można powiedzieć o Nicholsonie. W przypadku aktora z „Chinatown" i „Lśnienia" nie przychodzi mi do głowy żadna wpadka. Nawet jeśli w ostatnich latach zdarzało mu się grywać w komedyjkach, to były one strawnymi produkcjami o rozterkach emerytów („Lepiej późno niż później", „Choć goni nas czas"). Największy błąd popełnił, tak jak Al Pacino, angażując się do roli u boku Adama Sandlera, ale z „Dwóch gniewnych ludzi" wyszedł obronną ręką, a sam film na tle innych produkcji komika wypada nadzwyczaj dobrze. Oczywiście Nicholson nie prowadzi swojej kariery nienagannie, szczególnie poza planem filmowym. Ale i na nim zdarzało mu się „robić boki". Dorabiał jednak w elegancki sposób, głównie reklamówkami kręconymi poza Stanami Zjednoczonymi. Przed epoką internetu występy znanych aktorów Hollywood w spotach emitowanych np. w Japonii nie psuły ich wizerunku. Na kanwie takich reklamowych podróży powstał scenariusz „Między słowami" z Billem Murrayem.

Grasz to jak w banku

Dziś nie da się już ukryć takich występów, ale aktorów z dorobkiem zdaje się to nie przerażać. Bruce Willis nie tylko zareklamował polską wódkę, ale i sięgnął po udziały w firmie produkującej alkohol, za które później domagał się pieniędzy. Nie tylko Spacey reklamował polski bank. Lokaty promował również Antonio Banderas, dobre pożyczki polecał John Cleese. Strategia reklamowa banku, który zaczął zapraszać do Polski gwiazdy światowego formatu pokazała, że stać nas już na gwiazdy Hollywood (choć ciekawe, kiedy będzie nas stać, by zagrały w całym filmie). Udowodniono także, że konkurencja zamierzała nawiązać do sukcesu kampanii ING, do której wynajęto polskiego aktora. O Marku Kondracie nie można powiedzieć, że rozmienił swoją karierę na drobne. Zamienił ją na pewno na bardzo grube sumy. Z aktorstwa jednak zrezygnował, wszedł w świat biznesu. A swój wizerunek wykorzystał w reklamie. Skorzystał z okazji, którą dały mu lata pracy w zawodzie, zwieńczonej sukcesami na krajowym rynku. Z pewnością usłyszał przy okazji od wielu kolegów, że się sprzedał, a potem oglądał ich w pomniejszych spotach, za które nie zarobili zawrotnych sum.

Sytuacja w każdym biznesie, także show–biznesie jest dynamiczna i standardy się zmieniają. Dziś aktorom wypada o wiele więcej niż przed kilkunastu laty. Andrzej Grabowski słyszał wtedy pretensje od kolegów, że gra jednocześnie w teatrze i serialu „Świat według Kiepskich". Odpowiadał cierpliwie: „to zazdrość tych, którym niczego nie zaproponowano". Z serialami przeprosiła się większość najbardziej utalentowanych twórców. Zrozumieli, że w polsce aktor przestał pracować w dziale „kultura", a trafił do „rozrywki". Sztuka, którą mógł uprawiać Zbigniew Zapasiewicz, zmieniła się w show-biznes – Jan Frycz, by pozwolić sobie na komfortową pracę w teatrze, decyduje się na niejeden „Wyjazd integracyjny", doniesienia prasy o aktorach występujących na imprezach, podczas których sprzedawane są garnki, przestały już być traktowane jako sensacyjne. Oceniamy jedynie poziom rozrywki. Dopóki „Last Vegas" nie przyniesie nam kaca, De Niro, Douglas, Freeman i Kline mogą spokojnie dorabiać w ten sposób do emerytury, na którą pewnie i tak nigdy nie pójdą.
[Ian Pelczar]