Dziś rozpoczęły się zdjęcia do "Przedwiośnia". Rozmawialiśmy z Filipem Bajonem, reżyserem filmu

Dzisiaj w podkieleckiej Ludyni rozpoczynają się zdjęcia do ekranizacji "Przedwiośnia" Stefana Żeromskiego. Z reżyserem filmu Filipem Bajonem rozmawiał Grzegorz Wojtowicz. .

G.W. Co stanie się z polskim kinem kiedy zostanie zekranizowana ostatnia lektura szkolna?

F.B. Mam nadzieję, że jak skończą się lektury, te wielkie i ważne lektury, to wtedy zaczną się wielkie tematy, które będą pobudzać widzów do myślenia. Jestem przekonany, że za jakiś czas ustabilizuje się klasa średnia, która będzie chodzić do kina. Mam nadzieję, że rynek się zbalansuje i wrócimy do sytuacji, kiedy kino proponowało nie tylko rozrywkę, ale również pobudzało do refleksji i stanowiło zaczyn do poważnej dyskusji.

G.W. Jak pan sądzi, czy obecny wysyp ekranizacji naszej narodowej klasyki jest wynikiem tego, że polscy twórcy nie mają oryginalnych pomysłów na filmy, czy po prostu producenci przejawiają chęć szybkiego i pewnego zysku?

F.B. Jest to sytuacja, którą wymógł rynek. Jedni na to zapotrzebowanie odpowiedzieli, inni nie. Widzowie chcą oglądać filmy, które opowiadają o uniwersalnych wartościach, a ekranizacja lektur daje taką gwarancję. Potencjalny zysk zachęca również inwestorów do wykładania pieniędzy na realizację tych obrazów, moim zdaniem nie ma w tym nic złego.

G.W. Czy w obecnych czasach można jeszcze mówić o niezależności artystycznej reżysera?

F.B. Zdecydowanie tak. Ciągle wygląda to w ten sposób, że to reżyser wybiera sobie ludzi z którymi pracuje, ponieważ to on najlepiej ich zna i dzięki temu ma do nich zaufanie. Jeżeli ja podejmuję jakąś decyzję dotyczącą na przykład obsady, to niezależnie czy robiłem to w "tamtych czasach", czy teraz, decyzje te zawsze konsultowałem z kilkoma zaufanymi osobami. Takie spojrzenie z boku zawsze reżyserowi się przydaje. Te "konsultacje" w żaden sposób nie odbierają mi mojej niezależności. Już w szkole filmowej pokazywaliśmy kolejne ujęcia kolegom, którzy wyrażali o nich swoją opinię.

G.W. No tak, ale w tym momencie jest to również związane z presja finansową, to jest chyba jakaś różnica?

F.B. Moim zdaniem nie ma żadnej. Nie zdarzają się - przynajmniej mnie - takie sytuacje, że producent przychodzi i mówi: musisz zaangażować panią "X", bo nie dostaniesz pieniędzy na realizację filmu. Takich rozmów naprawdę nie ma. Natomiast ci, którzy wkładają w realizację filmu pieniądze i to niejednokrotnie duże pieniądze, chcą być na bieżąco informowani o doborze osób którym będą płacić, o postępie prac, chcą żeby terminy związane z produkcją filmu były dotrzymywane i nie ma w tym chyba nic dziwnego. Kiedy jakiś debiutant przychodzi do mojego studia filmowego "Dom" stosuję takie same zasady, doradzam, krytykuję, to normalne w tym zawodzie.

G.W. Pański film będzie wierną ekranizacją powieści Żeromskiego. Nawet odmienne zakończenie, które trzyma pan w tajemnicy będzie w sposób logiczny wynikać z treści powieści. Czy nie kusiło pana żeby poddać powieść swobodnej interpretacji i na przykład zrobić z Cezarego Baryki działacza "Solidarności"?

F.B. Takie podejście do powieści Żeromskiego było również brane pod uwagę. Rozważane były różne warianty. Natomiast one miały jedną wadę, nie zamykały tamtej całości, a w sposób dość nieprecyzyjny otwierały nową. Muszę przyznać, że wiele pomysłów, które pojawiły się podczas tych analiz przedostało się do filmu. Natomiast jeśli chodzi o zakończenie, to doszedłem do wniosku, że ono nie może pozostawiać otwartych furtek, musi to być postawienie przysłowiowej kropki nad "i".

G.W. Jakie będzie główne przesłanie pańskiego filmu?

F.B. Jest to film epicki i wielopłaszczyznowy, a jego przesłania należy szukać na wielu poziomach. Między innymi jest to historia zbuntowanego chłopaka, który szuka swojego miejsca w życiu. Kiedy mu się wydaje, że już takie miejsce znalazł, rzeczywistość zawsze niweczy wszystkie jego plany, a on często nie ma na to najmniejszego wpływu. Jest to zatem film opowiadający historię ludzkiego losu, a przy okazji zadający bardzo istotne pytanie: "cośmy zrobili z niepodległością?".

G.W. No właśnie czy to pytanie będzie dotyczyć również niepodległości, która stała się udziałem Polaków po 1989 roku.

F.B. Myślę, że tak. Wszelkie dyskusje we współczesnej Polsce sprowadzają się do jałowych sporów partyjnych opcji. Natomiast od dziesięciu lat nie było w naszym kraju ogólnonarodowej, intelektualnej dyskusji dotyczącej najistotniejszych problemów współczesnej Polski i sposobów ich rozwiązania. Dyskusji, która odbyłaby się wreszcie ponad partyjnymi podziałami. Mam nadzieję, że powieść Żeromskiego, tym razem w postaci filmu, wznieci taką dyskusję podczas której nie będziemy już tracić czasu na zażarte spory na temat orientacji politycznej autora "Przedwiośnia", tylko wspólnie spróbujemy znaleźć odpowiedź na najistotniejsze pytania dotyczące naszego państwa.

G.W. W jednym z wywiadów powiedział pan, że film ten będzie stawiał pytanie czy życie pragmatyczne, bez wielkich idei, może młodemu człowiekowi wystarczyć. Czy sądzi pan, że współczesna, nastawiona na konsumpcję młodzież ma ochotę zastanawiać się jeszcze nad takimi problemami?

F.B. Oczywiście ogólna diagnoza jest taka, że współczesna młodzież hołduje nieposkromionej konsumpcji, ale czy tylko? Ta młodzież z którą ja się spotykałem ma już trochę dosyć tej konsumpcji, szuka czegoś innego, innej drogi. Ja myślę, że dopiero w tej chwili pojawił się prawdziwy konflikt ponieważ młody człowiek ma możliwość swobodnego wyboru jakie życie chce prowadzić - wcześniej te możliwości wyboru były znacznie zawężone. Można założyć garnitur oraz krawat i pracować w firmie konsultingowej, albo wieść jakiś inny rodzaj życia narażając się na pewne ryzyko, ale za to pozostawać w zgodzie z własnym sumieniem. Myślę, że pytanie "zarabiać czy żyć" jest w tej chwili dla młodych ludzi bardzo istotnym pytaniem. Kiedy młody człowiek wchodzi w rejony związane z polityką czy biznesem, to jego nasycone ideałami poglądy zostają zderzone z pragmatyzmem i polityczną skutecznością i zwykle z takiej konfrontacji wychodzą pokonane. Jest to uniwersalny i niezwykle istotny konflikt. Ten problem "zarabiać czy żyć" czyli "być czy mieć" jest bardzo aktualny. Dziesięć lat temu stawialiśmy w Polsce na"mieć", ale po dziesięciu latach należałoby pewne rzeczy przemyśleć, spojrzeć na konsekwencje naszych dotychczasowych decyzji. Być może dzięki mojemu filmowi młodzi ludzie zadadzą sobie pytanie o własne podejście do życia, może nie wszyscy, ale na pewno spora ich część.

G.W W epizodzie ma pojawić się autor "Przedwiośnia" Stefan Żeromski. Skąd wziął pomysł na jego obecność w filmie i czy może pan zdradzić kto wcieli się w tę postać?

F.B. W postać miał się wcielić Gustaw Herling-Grudziński, ale los chciał najwidoczniej inaczej (pisarz zmarł 4 lipca-przyp.red). W tej chwili szukam jakiegoś sobowtóra Żeromskiego, który wystąpiłby w tej krótkiej sekwencji. Skąd się wziął w filmie Żeromski? Wziął się z tego, że ja w "Przedwiośnie" wplotłem probostwo w Wyszkowie, a tam osobiście pojawia się Żeromski żeby zobaczyć jak to było, żeby zobaczyć to miejsce gdzie przebywał bolszewicki rząd. On nic nie mówi tylko patrzy. Tam spotyka się również ze swoim bohaterem - Baryką.

G.W. Na czym będzie polegało wykorzystanie w produkcji "Przedwiośnia" zaawansowanej techniki cyfrowej?

F.B. Szczerze mówiąc ja się na tym za bardzo nie znam. Na pewno będzie w to zaprzęgnięty internet począwszy od aktualizowanej na bieżąco oficjalnej strony filmu (www.przedwiosnie.com), a skończywszy na przesyłaniu tą drogą gotowych ujęć. Są również pewne sceny, które będą również obrabiane przy pomocy komputera.

G.W. Teraz jest moda żeby nakręcić scenę z wykorzystaniem pięciu statystów, a później przy pomocy techniki cyfrowej zrobić z nich kilkutysięczny tłum.

F.B. Owszem jest tak, ale zapewniam wszystkich, że czasami opłaca się bardziej wziąć 300 statystów i nie używać komputera. Poza tym, przynajmniej ja, zawsze wyczuwam kiedy jakaś scena powstała przy użyciu komputera. Jest w tym trochę sztuczności, której nie da się uniknąć. Będziemy tej techniki używać tylko wtedy kiedy to będzie konieczne.

G.W. Co pana zdaniem sprawi największą trudność przy realizacji "Przedwiośnia"?

F.B. Myślę, że największą trudnością będzie konsekwentne i logiczne poprowadzenie głównego bohatera.

G.W. Na pewno w tej chwili całą pańską energię absorbuje "Przedwiośnie", ale czy ma pan już jakiś kolejny pomysł na film?

F.B. Oczywiście, mam od dawna napisany znakomity scenariusz i o Bronisławie Piłsudskim, bracie Józefa. Mimo że nazwisko jest historyczno-polityczne, film nie ma nic wspólnego z polityką.


rozmawiał: Grzegorz Wojtowicz