"Hobbit" - ciemne strony trylogii Petera Jacksona


Zanim doszło do "hobbitomanii", trylogia Petera Jacksona natrafiła na wiele przeszkód. Niewiele brakowało, a "Hobbit" mógłby w ogóle nie powstać! Przed Wami ciemne strony filmowej trylogii, która bije rekordy popularności!
 

Problemy finansowe MGM



Pierwsze wzmianki o przeniesieniu "Hobbita" na wielki ekran pojawiły się od razu po olbrzymim sukcesie "Władcy Pierścieni". Mogłoby się wydawać, że studio MGM od razu zainwestuje w produkcję nowego filmu, jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna. Słynna wytwórnia stała na przepaści bankructwa i kurczowo trzymała prawa do filmowego "Hobbita", tym samym wstrzymując wszelkie działania filmowców. MGM ostatecznie doszło do porozumienia z New Line Cinema i dała zielone światło na realizację "Hobbita". Studio tak czy inaczej - zbankrutowało.

Guillermo del Toro i przepychanki ze studiem


 
Za realizację miał się wziąć wizjonerski meksykański twórca, Guillermo del Toro, jednak ze względu na ciągłe przepychanki między wielkimi wytwórniami, reżyser zrezygnował z posady. Argumentował tym, że nie może sobie pozwolić na tak duży przestój w pracy. Jakby tego było mało, działania realizacyjne co rusz próbował przerwać syn twórcy Śródziemia - Peter Tolkien, który domagał się od New Line Cinema 80 mln dolarów za prawa do "Władcy Pierścieni". Del Toro, mimo bardzo dużego swojego wkładu, odszedł od projektu. Na posadę reżysera wrócił nie kto inny, jak sam Peter Jackson, który pierwotnie miał być tylko producentem.
 

Strajki w Nowej Zelandii



Mogłoby się wydawać, że Peter Jackson pozbiera wszystko w sprawnie działającą całość, jednak pojawiły się kolejne przeszkody. "Hobbit", ponownie jak i "Władca Pierścieni", realizowany miał być w Nowej Zelandii. Ekipa Petera Jacksona napotkała jednak na liczne protesty nowozelandzkich związkowców domagających się lepszych warunków pracy. Warner Bros. w pewnym momencie był już zdecydowany zmienić miejsce kręcenia zdjęć, jednak na ulice wyszły tłumy demonstrantów, którzy skandowali - "Nowa Zelandia to Śródziemie". W cały ten konflikt wmieszał się premier Nowej Zelandii John Key, który próbował załagodzić sytuację. Nic dziwnego - gdyby Warner Bros. postanowił przenieść realizację "Hobbita" do innego kraju, najbardziej by na tym ucierpiała gospodarka Nowej Zelandii. Ostatecznie jednak doszło do porozumienia i zdjęcia ruszyły.
 

"Hobbit" jako trylogia? Fani zszokowani



Ortodoksyjni fani Śródziemia nie mieli jednak łatwo - przeżyli szok już na samym początku, gdy Peter Jackson ogłosił, że "Hobbit" będzie się składał z dwóch części. Ale to był dopiero początek, gdyż jak wiemy - w końcu całość zaplanowano jako trylogię. Sieć zawrzała, zaś negatywnych komentarzy pod adresem reżysera "Władcy Pierścieni" było co nie miara. Na nic zdawały się tłumaczenia Jacksona, że ma wiele materiału na to, by zrobić trzy osobne filmy. Dla wielu do dziś jest to nie do przeskoczenia.
 

Kontrowersyjne 48-klatek



Reżyser postanowił również kręcić wszystkie trzy części "Hobbita" w prędkości 48 klatek na sekundę. Pierwsze opinie jednak nie były zbyt pochlebne - większość dziennikarzy narzekała na to, że obraz wygląda jak z oper mydlanych w wersji HD. Oczekujący fani obawiali się, czy rewolucja technologiczna jest w tym przypadku potrzebna i nie zepsuje filmu. Kręcili nosem także właściciele kin - w wielu miejscach pokazanie filmu w tej wersji nie było możliwe.
 

Śmierć zwierząt na planie



To co jednak najbardziej wzburzyło opinię publiczną to fakt, że na planie zginęły zwierzęta. Media obiegły wieść, że podczas kręcenia, zginęło 27 żywych istot: sześć koni, pięć kucyków, trzy kozy, dwanaście kurczaków i jedna owca. Portale plotkarskie na całym świecie podchwyciły temat i rozpisywały się przez wiele tygodni o tym jak traktowane są zwierzęta na planie "Hobbita". Ten "czarny PR" na krótko przed premierą pierwszej części nie wpłynął dobrze wizerunkowo -  tysiące fanów w sieci deklarowało, że nie wybierze się do kina. Jak wiemy - ostatecznie się to nie sprawdziło i widzowie szturmowali kina.
 
[JB]