Jennifer Aniston + Big Mac = trauma

Jennifer Aniston
A więc nikt nie jest doskonały. Znana z ultra-radykalnego podejścia do kwestii żywienia Jennifer Aniston zdradziła ostatnio w wywiadzie bolesną tajemnicę. Nawet ona, fanatyczka diet i zdrowego trybu życia, wbiła niegdyś swe zęby w Big Maca... i nie było to przyjemne przeżycie.
Wypowiedź Aniston brzmi dość zabawnie i podkreśla, jak ogromna przepaść dzieli dbających o każdą kalorię celebrytów od zwykłych zjadaczy chleba (a raczej - burgerów). Otóż wgryzienie się w mająca 550 kalorii bułę wspomina ona jako ostatnią deskę ratunku, absolutną skrajność. Opisuje to tak: "Nigdy nie zapomnę jak razem z Justinem (
Theroux, swoim narzeczonym) byliśmy w trasie i strasznie wygłodnieliśmy. Jedynym dostępnym w okolicy miejscem z jedzeniem był McDonald's (...) Moje ciało nie zareagowało na to dobrze. To było jak wlewanie benzyny w doskonale oczyszczony system" - opisowo podsumowuje swoją jedzeniową traumę 44-letnia aktorka.

"Zawsze staram się jeść organiczne i naturalne pokarmy, więc ten posiłek wykręcił mój żołądek na drugą stronę i czułam się fatalnie" - dodaje Aniston. Takiej możliwości może pozazdrościć jej wielu Amerykanów. Biednych mieszkańców Stanów Zjednoczonych często nie stać na warzywa i owoce (co dopiero organiczne), które są znacznie droższe od niezwykle popularnych tam fast foodów. To niestety samonakręcająca się spirala - od tłustego jedzenia zapadają oni często na cukrzycę drugiego typu i muszą wydawać pieniądze na leki, czyli na jedzenie, które mogłoby im pomóc stać się zdrowszymi, zostaje im jeszcze mniej funduszy.

Aniston, która wcześniej stosowała wiele popularnych diet (Alkaline, Atkins, Zone) od jakiegoś czasu utrzymuje, że się nie odchudza. Nie jest ona jednak jedyną celebrytką o tak radykalnym podejściu do jedzenia. Gwyneth Paltrow zadeklarowała kiedyś, że wolałaby umrzeć niż dać swoim dzieciom zupkę instant. Dla wielu Amerykanów, którzy żywią się tylko przetworzonym jedzeniem to deklaracja niemal obraźliwa.

 
[AT/Celebuzz]