Jerzy Płażewski przedstawia filmy, które warto znać: "Moulin Rouge"

"Moulin Rouge" - kadr z filmu
Jerzy Płażewski, wybitny krytyk i historyk filmu, specjalnie dla Stopklatki raz na dwa tygodnie poleca filmy, które powinien znać każdy kinoman. Znajdziecie tu klasyków kina, ale też obrazy, o których nie przeczytacie w pierwszym lepszym podręczniku do filmoznawstwa.

Kiedy tuż po wojnie zaczynałem pisać o kinie, filmów z bliższej i dalszej przeszłości, które należało znać, było kilkadziesiąt. Dziś ta liczba powiększyła się do dobrych kilku tysięcy. Ale tu paradoks: choć dostęp do nich zarówno młodego krytyka, jak i ambitnego kinomana jest znacznie łatwiejszy (brak cenzury, archiwa filmowe, emisje TV, DVD) - mało kto zafascynowany ogromną produkcją bieżącą, ma czas na planowe poznawanie historii filmu. Wybitnych obrazów z przeszłości nie musi się jednak obejrzeć, by coś o nich wiedzieć. Porównajmy z literaturą. Nie każdy przeczytał "Fausta" czy "Annę Kareninę", ale każdy powinien był słyszeć o ich temacie czy autorze. Analogicznie chciałbym poszerzyć wiedzę Państwa o filmach sprzed pół wieku, wskazać, co w nich było znaczącego i ciekawego. I skłonić do ich obejrzenia, jeśli się taka okazja nadarzy.  
                    Jerzy Płażewski

Klasykiem filmu biograficznego jest "Moulin Rouge", zrealizowany w r. 1953 w Anglii przez hollywoodzkiego reżysera Johna Hustona. Na festiwalu w Wenecji otrzymał drugą nagrodę, srebrnego Lwa św. Marka oraz Oscara Amerykańskiej Akademii Filmowej za dekoracje i kostiumy. Opowiada o życiu wielkiego malarza francuskiego, impresjonisty Henri Toulouse-Lautreca, urodzonego w r. 1864. Hrabia Toulouse-Lautrec był garbaty. To kalectwo odsunęło go od strefy arystokratycznej, stał się piewcą paryskiej cyganerii artystycznej i nocnego życia Montmartre'u. Obok licznych portretów i szkiców węglem czy pastelą, przedstawiających śpiewaczki i tancerki kabaretowe, stał się ojcem artystycznego plakatu. Jego pierwszy, słynny plakat prezentował ulubienicę kabaretowej publiczności La Golue, tańczącą kankana. Wykonał go na zamówienie właściciela nocnego lokalu, istniejącego do dziś Moulin Rouge. Trzeba podkreślić, że reżyser zadbał o pokazanie dużej ilości najcenniejszych dzieł malarza, co w filmach o zmyślonych malarzach bywa raczej rzadkie.

Czemu twórczość malarza tak bardzo francuskiego stała się tematem filmu angielskiego, nakręconego przez Amerykanina, w którym rolę główną gra Jose Ferrer, z pochodzenia Meksykanin? Oto francuski pisarz Pierre La Mure opuścił swój kraj w r. 1940 przed okupacją niemiecką i wyjechał do Anglii, gdzie wkrótce zaczął pisywać po angielsku. Już po wojnie napisał powieść "Moulin Rouge", tłumaczoną również na polski i ona właśnie stała się podstawą filmu Hustona.

Filmy o sławnych ludziach bywają dwojakie. Jedne zadowalają się znalezieniem takiego krótkiego okresu w życiu bohatera, który by powiedział o nim wszystko. Drugie starają się przedstawić mniej więcej całe życie bohatera. "Moulin Rouge" należy do tego drugiego rodzaju. Cechuje go gorsza, mniej zwarta konstrukcja dramatyczna. Nic dziwnego: życiorysy autentycznych postaci rzadko układają się w symetryczny dramat. Jest jednak w tym filmie scena, która poraża dramatyzmem, oparta rzekomo na fakcie, kiedy sztuka zwycięża śmierć. To scena niedoszłego samobójstwa malarza.

Dość jednomyślnie krytyka zarzucała Hustonowi, że przy całej widowiskowości i przepychu obrazu zachował chłodną, niemal obojętną postawę wobec bohaterów. To  też wielkość filmu polega na czymś innym. Na jego kompozycji barwnej. Efektowne kostiumy, wspaniałe dekoracje i szybki montaż podporządkowane zostały jednej koncepcji kolorystycznej, pokrewnej stylowi impresjonizmu. do którego twórców należał bohater.

[Jerzy Płażewski]