Jerzy Płażewski przedstawia filmy, które warto znać: "Zbieg z Alcatraz"

Zrealizowany w roku 1967 przez Johna Boormana "Zbieg z Alcatraz" to jeden z klasycznych filmów gatunku gangsterskiego. Gatunek typowo amerykański jest gatunkiem, który w swoich najwybitniejszych osiągnięciach potrafił powiedzieć wiele prawdy o życiu w USA. Już w początku lat trzydziestych, w dobie Wielkiego Kryzysu, filmy gangsterskie stały się sumieniem Ameryki. Właśnie one otworzyły okno hollywoodzkiej "fabryki snów" na prawdziwe życie i rzeczywiste problemy wielkiego kraju, choć widziane poprzez historie sensacyjne i wyjątkowe.      
Ale z początkiem lat pięćdziesiątych gatunek gangsterski odnotował istotną zmianę. Wraz z podgatunkiem "detektywny romans czarny" punkt ciężkości w filmie (a także w literaturze) przeniósł się w konflikty moralne między prawem a przestępczością. Pojawiły się dwuznaczne figury. Słudzy prawa, którzy sami działają na granicy przestępstwa, a nawet je przekraczają. A także odwrotnie: przestępcy, których racje wydają się widzom sympatyczne.

"Zbieg z Alcatraz", a po nim takie filmy, jak "Bullitt", "Francuski łącznik", czy "Ojciec chrzestny", zaczęły przywracać obraz prawdziwej Ameryki w bogatym tle, pośpiesznej cywilizacji przeładowanej techniką, nadmiarem informacji i dążeniem do materialnego sukcesu. Boorman stworzył film o błyskotliwie udramatyzowanym scenariuszu, trzymającym widza w półtoragodzinnym nieprzerwanym napięciu. Jest to wyrafinowana historia o regulowaniu rachunków wewnątrz gangu. Dwóch głównych bohaterów poznajemy w opuszczonym i zdewastowanym więzieniu Alcatraz. Ich motywy działania, to chciwość, zdrada, brutalność i nielojalność. Może to pachnie banalnym schematem, ale w ten schemat wpisany został niejeden i aktualnych niepokojów Ameryki. Gdy w rękach jednej z postaci zobaczyć można karabin z lunetkowym wizjerem przychodzą na myśl ostatnie minuty życia prezydenta Johna Kennedy'ego.



W stylu reżyserskim Boormana zwraca uwagę szczególne wykorzystanie ścieżki dźwiękowej. Intensywność dźwięku doprowadzona tu jest do granic wytrzymałości. Reżyser nie tylko potęguje realistyczny dźwięk aż do granic możliwości, ale go również przetwarza. Znany jest efekt nakładanych zdjęć, kiedy jeden obraz pokazywany jest na tle drugiego. Boorman robi to samo z dźwiękiem. Jeden odgłos kroków idącego bohatera wzmacniany jest innym podobnym odgłosem, co daje nowy dźwięk, nie istniejący w rzeczywistości.
     
Równocześnie dowodzi reżyser, że również film absolutnie realistyczny, jak "Zbieg z Alcatraz", ma prawo używać zwolnienia i przyspieszenia, a także powtarzania ruchu, kiedy to jest uzasadnione. W  świetnej scenie roztrzaskania samochodu nie ustaje dźwięk radia wewnątrz wozu, co w danym kontekście działa jak ironiczny komentarz.

Do takich założeń dopasował swe aktorstwo Lee Marvin, gangster Walter. W decydujących momentach, np.po przyznaniu się żony do winy, jego twarz wyraża znakomicie udawaną obojętność. Pozwala to publiczności lepiej rozumieć tożsamość przestępcy i mimo wszystko - polubić go.


[Jerzy Płażewski]