KINOTEKA 2014: Polak, który odpowiada za sukces Spielberga

Allan Starski

Allan Starski znany jest szerokiej publiczności przede wszystkim jako scenograf dwóch filmów: „Listy Schindlera" Spielberga i „Pianisty" Polańskiego. O nich też opowiadał publiczności zgromadzonej w British Film Institute na swoim wykładzie mistrzowskim.

Jeśli chodzi o profesjonalizm rzemiosła, Starskiemu może wśród polskich filmowców (nie licząc operatorów) dorównać jedynie charakteryzator Waldemar Pokromski, regularnie pracujący przy filmach nominowanych do Oscara. Jakimś trafem obaj spotkali się na planie „Listy Schindlera", a dbałość o wiarygodną reprezentację II wojny światowej należy do ich znaków rozpoznawczych. Starski nie zgadza się jednak, że Polacy są predestynowani do tego rodzaju opowieści: Większość moich filmów nie dotyczy wojny ani Holocaustu, wiele z nich dzieje się na przykład w XIX wieku.

Bilety na spotkanie ze scenografem były wyprzedane na kilka dni przed wydarzeniem. Magia jego nazwiska działa, podobnie jak pobudza wyobraźnię lista reżyserów, z którymi współpracował. Są wśród nich wspomniani Polański i Spielberg, oraz Kieślowski, Akin, a także Andrzej Wajda, z którym Starski spotkał się na planie kilkanaście razy. Wykład Polaka okazał się lekcją cierpliwości i przywiązania do detalu. Przyświecające filmowi idee mogą stanowić dla scenografa punkt wyjścia, natomiast środek ciężkości znajduje się zupełnie gdzie indziej: to żmudne projektowanie, mierzenie, szkicowanie, a także kombinowanie, jak zrealizować każdy projekt: czy będzie to ulica w getcie, ruiny zburzonej Warszawy czy obóz w Płaszowie. Jak powiedział gość BFI i Polish Cultural Institute: Mieliśmy dużo szczęścia, bo podczas kręcenia "Pianisty" śnieg spadł dokładnie wtedy, kiedy go potrzebowaliśmy. Zresztą, bez odrobiny szczęścia nie da się zrobić dobrego filmu - wszystko ci się po prostu rozpadnie.

Allan Starski jest przedstawicielem szkoły stawiającej przede wszystkim na realizm, rozumiany jako wiarygodność oglądanego na ekranie świata. Twórca podkreślał znaczenie faktury i swoją obsesję na punkcie kolorów, pokazywał kilkumetrowe makiety obiektów i zaplanowane w szczegółach projekty wnętrz. Nie mogę najpierw wznieść domu i potem go zburzyć, bo byłoby widać, że jest zrobiony z drewna i styropianu. Muszę zbudować ruiny od zera. Dlatego też szczególnie „Lista Schindlera", czarno-biała i zrealizowana bez użycia technik cyfrowych, do dziś sprawia wrażenie filmu niemal namacalnego, w którym przedmioty stają się niezwykle ważnym elementem kompozycji poszczególnych scen. Film Spielberga przyniósł zresztą Starskiemu Oscara (otrzymał go wraz z Ewą Braun).

Wszyscy pytają mnie o komputerowe efekty specjalne. Odpowiadam im, że wciąż nie widziałem filmu, w którym CGI wyglądałoby realistycznie. Starski nie odsyła więc budowanej scenografii do lamusa. Wciąż najbardziej fascynuje go tworzenie osobnych światów, które potem swoim okiem ujmuje kamera. Jego budowle do „Pianisty" to niekiedy małe miasteczka złożone z kamienic. Jednak już przy filmie Polańskiego cyfrowa korekcja obrazu odgrywała dużą rolę. Kiedy Władysław Szpilman (Adrien Brody) spaceruje zburzoną doszczętnie ulicą, jej końcówka jest domalowana komputerowo. Pytam Starskiego, co sądzi o nominowanej do Oscara za scenografię „Grawitacji": Tak, "Grawitacja" mi się podobała. Ale, wbrew pozorom, tam też mnóstwo elementów zostało stworzonych naprawdę.
 
[Sebastian Smoliński, Londyn]