Mia Wasikowska: stałam się wielbłądzim ekspertem, co mnie bardzo cieszy [wywiad]

Mia Wasikowska w filmie "Ścieżki", reż. John Curran
Mia Wasikowska, czyli pamiętna Sophie z serialu "Terapia", przełomowa (w świadomości widzów) jako "Alicja w Krainie CzarówTima Burtona oraz wybitna "Jane Eyre" u boku Michaela Fassbendera, tym razem wcieliła się w postać Robyn Davidson - osoby, której niezwykłą historię warto poznać.

Najnowszy film w reżyserii Johna Currana "Ścieżki" oparty jest na życiu dziewczyny, która w latach 70. postanowiła samotnie wyruszyć w 2700-kilometrową podróż przez środkową, pustynną część Australii do Oceanu Indyjskiego w towarzystwie wielbłądów i swojego wiernego psa. To właśnie Robyn Davidson, która dziś jest narodową bohaterką Australii, napisała w autobiograficznej książce słowa (...) Bóg w swojej nieskończonej mądrości dał nam trzy rzeczy, żeby uczynić życie znośnym - nadzieję, żarty i psy. Jednak najwspanialszym z tych darów są psy.

O pracy z wielbłądami, swoim domu i Adamie Driverze Mia Wasikowska opowiedziała Katarzynie Kasperskiej.

Katarzyna Kasperska: Czy znałaś postać Robyn Davidson przed podjęciem pracy nad filmem? Czytałaś jej książkę?

Mia Wasikowska: Nie, najpierw przeczytałam scenariusz. To był mój pierwszy kontakt z jej historią. Dopiero potem, oczarowana, sięgnęłam po książkę. Natomiast moi rodzice doskonale wiedzieli, kim jest Robyn Davidson. Kiedy im powiedziałam, że otrzymałam propozycję wcielenia się w jej postać, byli, delikatnie mówiąc, zachwyceni [śmiech]. Bardzo mnie wspierali w tym projekcie. Teraz oczywiście już wiem, że to bardzo ważna postać dla Australijczyków i wcale mnie to nie dziwi.

Robyn Davidson nigdy nie wytłumaczyła w swojej książce, dlaczego podjęła się tak wielkiego wyzwania i tej niesamowitej podróży, będąc zdaną tylko na siebie. Jak ty, pracując nad rolą, tłumaczyłaś sobie jej motywację?

Szczerze mówiąc, niespecjalnie mnie to interesowało. Nigdy nie skupiłam się na tym aspekcie jej podróży. Dlaczego? Dla mnie wydaje się to całkowicie zrozumiałe. Chciała uciec od miejskiej pogoni i umiejscowić siebie samą w totalnej izolacji od reszty. Robyn znalazła się w miejscu, gdzie jej codzienne przetrwanie musiało bazować na pierwotnych instynktach. To pewnego rodzaju powrót do korzeni naszej natury. Skąd wziąć wodę? Pożywienie? Jak je zdobyć? Musiała znaleźć dla siebie schronisko w momentach, kiedy groziło jej niebezpieczeństwo, albo przy złych warunkach pogodowych. Nazwałabym to dobrowolną walką o przetrwanie w imię drogi. Zapytasz "dokąd?". Po prostu, do celu. Nieważne jakiego.

Mia Wasikowska w filmie "Ścieżki", reż. John Curran
Mia Wasikowska w filmie "Ścieżki", reż. John Curran

Jak ważne było dla ciebie, żeby ją poznać osobiście w trakcie pracy nad filmem?

Przed rozpoczęciem zdjęć spotkaliśmy ją tylko raz, żeby otrzymać od niej błogosławieństwo. W przeszłości, jeszcze zanim nas spotkała, była zaangażowana w kilka rozpoczętych filmowych adaptacji jej książkę. Niestety w trakcie realizacji wszystkie, z różnych przyczyn, poniosły klęskę. Szczerze wydaje mi się, że Robyn nie spodziewała się po nas tego, że to akurat my będziemy tą ekipą, która ukończy film w całości. Na własne życzenie nie chciała mieć zbyt dużego wpływu na efekt końcowy. Nie rozmawiała z reżyserem na temat scenariusza. O wiele częściej szukała kontaktu ze mną.

Ja oczywiście początkowo byłam przerażona. Bałam się ją poznać [śmiech]. Wyobrażałam sobie jak mnie policzkuje, za samą arogancką chęć sportretowania jej niezwykłej osoby na dużym ekranie przeze mnie. Ale Robyn to niesamowicie ciepła i otwarta na ludzi osoba. Tak naprawdę to nasze pierwsze spotkania i rozmowy nigdy nie dotyczyły scenariusza. Bardziej poznawałyśmy się na stopie przyjacielskiej, co było świetne i przyniosło mi dużo ulgę, a także wiarę we własne siły. Mogłam ją zapytać o wszystko, a ona była wyrozumiała i bardzo pomocna w odpowiedziach i rozwiewaniu wątpliwości. Czasami nas odwiedzała na planie, ale myślę, że nie chciała narzucać na nas zbyt dużej presji, że patrzy nam na ręce, co z mojej perspektywy było bardzo mądre i przemyślane.
 
Domyślam się, że plan zdjęciowy "Ścieżek" był jednym z największych wyzwań, w twojej dotychczasowej karierze. Pustynne plenery potrafią być bardzo dokuczliwe.

Nie. To było niemałe wyzwanie, ale mieliśmy świetną ekipę. Słońce, brud, kurz i dystans, który musieliśmy przebyć w trakcie zdjęć - to było najtrudniejsze. Ale nie było tak źle. Przygoda sama w sobie była świetna i niezapomniana. Szczególnie dla mnie, móc realizować film w mojej Australii i to w zakątkach tego kraju, w których jeszcze nigdy nie byłam... To było niezwykłe i wynagradzające cały trud. Nie miałam okazji być na planie filmowym w kraju odkąd ukończyłam 17 lat. Myślę, że każdy film na swój sposób jest dla mnie bardzo ważny. Ale ten był szczególny, ze względów sentymentalnych - byłam znowu w domu.



Mia Wasikowska i Adam Driver w filmie "Ścieżki", reż. John Curran
Mia Wasikowska i Adam Driver w filmie "Ścieżki", reż. John Curran

Adam Driver w filmie gra irytującego, pełnego energii i braku wyczucia fotografa National Geographic. Czy Driver jako aktor jest podobny w zachowaniu do Ricka Smolana, rzeczywistego świadka wyprawy Robyn Davidson? Jak ci się z nim pracowało?

Adam Driver jest faktycznie trochę podobny do Ricka i ma swojego rodzaju mini ADHD. Niemniej za tą jego nadpobudliwością przemawiają tylko czyste intencje i sama dobroć. Zawsze jest pełen pomysłów, cały czas próbuje poznać ze sobą nowych ludzi i sam jest ciekawy innych. Adam jest świetny. Bardzo spontaniczny. Świetnie reagował na sytuacje i na warunki, w których przyszło nam kręcić film. Nasza relacja bardzo przypominała stosunek Robyn do Ricka. Adam coś opowiadał, buzia mu się nie zamykała, a ja po prostu go ignorowałam lub wywracałam oczami [śmiech]. Ale mówię to z pełną sympatią do niego. To znakomity aktor i cudowna osoba. To była prawdziwa przyjemność z nim pracować.

Od filmu "Alicja w Krainie Czarów" poprzez "Restless" do "Jane Eyre" wyraźnie wybierasz dla siebie role nieustraszonych kobiet.

Wcielanie się w te wszystkie silne kobiety sprawia mi o wiele więcej frajdy. To większe wyzwanie niż granie zgorzkniałych, pustych snobek, lub też miłych i słodkich dziewcząt [śmiech] Poza tym "Alicja..." i "Jane Eyre" to również adaptacje książek, które od zawsze kochałam. Czuję się więc wielką szczęściarą, że moje ulubione opowieści same do mnie przyszły, a ja stałam się ich częścią. Nie mogłam przejść obok tych scenariuszy obojętnie.

Wróćmy jeszcze do filmu "Ścieżki". Nie miałaś żadnego przygotowania do pracy z wielbłądami, prawda? W filmie Robyn jest na kilkumiesięcznym szkoleniu by dowiedzieć się, jak obchodzić się z tymi zwierzętami, a ty miałaś na to jakieś tylko trzy tygodnie... 

Tak naprawdę to były trzy dni.

Poważnie?  W takim razie jakim cudem zdobyłaś się na odwagę?

Nie myślałam o tym, aż do momentu kiedy znalazłam się z wielbłądami na planie. Początkowo zachowywałam się instynktownie. Podchodzisz do nich jak do dzikiego zwierzęcia. Dajesz się poznać. Kolejny krok to przestać się bać i cała reszta wychodzi już naturalnie. A bałam się ich tylko dlatego, że są takie duże. Ale tak naprawdę to kochane zwierzęta. Wydaje mi się, że fakt, iż nie miałam szkolenia i nie myślałam o tym zbyt dużo był dla mnie korzystny. Nie analizowałam, nie zrażałam się ani też nie nastawiałam psychicznie. Wszystko wyszło łatwo, naturalnie i dokładnie tak jak powinno być.

Mia Wasikowska w filmie "Ścieżki", reż. John Curran
Mia Wasikowska w filmie "Ścieżki", reż. John Curran

Jesteś miłośniczką zwierząt?

O tak. Oczywiście. To było niesamowite móc pracować z tymi wielbłądami. Nie było to jednak coś, co kiedykolwiek rozpatrywałam, że może się wydarzyć w moim życiu [śmiech]. Szkoda tylko, że wielbłądy mają tak kiepską reputację przez to, że się ślinią i wykonują te dziwne dźwięki z gardła, jak charczenie czy gulgotanie. Nie jest to spowodowane żadną negatywną emocją, to tylko ich fizjonomia. To bardziej jak przyjazne beknięcie [śmiech]. Wielbłądy są w zasadzie jak psy. Bardzo szybko się przywiązują i są niezwykle przyjazne. Cudownie się z nimi współpracuje. A ja jak widzisz stałam się wielbłądzim ekspertem, co mnie bardzo cieszy.
 
[Rozmawiała Katarzyna Kasperska]