Na jakiej planecie żyje Jodie Foster?

Plan lotu
Na ekranach jest już "Elizjum". Jodie Foster gra tu reprezentantkę uprzywilejowanej grupy Ziemian, opływającej we wszelkie luksusy na stacji kosmicznej. Najbardziej spektakularny film science-fiction nie zepchnie jednak w cień jej kreacji ze stycznia tego roku. 
 
Podczas ceremonii wręczenia Złotych Globów Jodie Foster odbierała statuetkę za całokształt twórczości imienia Cecille'a B. DeMille'a. Przed galą wydawało się, że największą kontrowersję jej wystąpienie może wzbudzić, jeśli aktorka będzie solidaryzowała się z wieloletnim przyjacielem Melem Gibsonem. Australijski aktor po wypowiedziach o podłożu rasistowskim i nawrotach choroby alkoholowej jest w wielu hollywoodzkich kręgach persona non grata. Foster wciąż jednak wyciąga do niego pomocną dłoń. Tak też było tym razem, ale największą burzę wywołały słowa Foster, będące odwołaniem do własnego życia prywatnego. Nie powiedziała niczego wprost, ale w ciągu kilku minut media społecznościowe wydały werdykt: to był coming out. Aktorka po latach niedomówień wreszcie dała publicznie do zrozumienia, że jest lesbijką. Kolejne dni przyniosły następne dyskusje o jej przemówieniu. Publicyści uznawali je za mistrzostwo zapomnianej dziś sztuki retorycznej albo wręcz przeciwnie – tani teatr, obliczony na efekt, niegodny sceny o tak wysokiej oglądalności. 
Taksówkarz
Poróżniły się także środowiska gejowskie. Pełno było głosów o jednym z najpiękniejszych coming outów w historii, który doda odwagi ludziom na całym świecie, ale nie brakowało również potępienia za długie lata życia w zakłamaniu i przemówienie pełne gładkich słów, nie nazywające rzeczy po imieniu, utrwalające hollywoodzki wzór na funkcjonowanie homoseksualistów w przestrzeni publicznej, ukształtowany na wzór zarzuconej już przez amerykańskie wojsko polityki "don't tell, don't ask". O orientację nie należy pytać, o orientacji nie należy mówić. Jodie Foster przez lata zbywała wszelkie pytania, odmawiała komentarzy, traktowała dociekania jako ingerencję w prywatność. Nad plotkami przechodziła do porządku dziennego, tak jakby rzeczywiście już od dawna unosiła się nad światem brukowców na ekskluzywnej stacji kosmicznej. I za takie podejście dostało się aktorce po Złotych Globach najbardziej. – Nigdy nie słyszałem słowa PRYWATNOŚĆ wypowiedzianego tak głośno. To ukoronowanie hollywoodzkiej hipokryzji. Jodie Foster odbiera nagrodę za całokształt twórczości i domaga się... prywatności w przestrzeni publicznej. Jodie Foster chce samego dobra i nie chce niczego negatywnego. Czy ona jest trzyletnią lesbijką? – pytał na Twitterze pisarz Bret Easton Ellis. Deb Baer z "Huffington Post" nazwał przemówienie defensywnym. Wydawało mu się wręcz, że Foster obwinia telewizję doby Big Brothera za wyciągnięcie jej z szafy. – Nie żyjemy już w czasach, gdy deklaracja dotycząca orientacji seksualnej była wielką sprawą. Jest 2013 rok, ludzie biorą gejowskie śluby, a homoseksualiści mogą otwarcie służyć w armii – przypominał Baer. 
– Zasmuca mnie, że Jodie Foster czekała aż inni, znacznie mniej możni, poświęcą się, by jej coming out mógł być możliwy – pisał konserwatywny komentator Andrew Sullivan. 

Elizjum
Steven Petrow, autor książki "Complete Gay & Lesbian Manners", który co tydzień pisze na łamach "The New York Times" na tematy LGBT był nawet pytany, czy przemówienie Jodie Foster nie było dla całego ruchu krokiem wstecz. Publicysta stanął po stronie aktorki. – Niespodziewanie miałem łzy w oczach, nie dlatego, że coś jej nie wyszło, ale dlatego, że dla każdego z nas taki moment jest chwilą podniosłej odwagi i wystawienia na ataki. W mgnieniu oka zmienia się życie, zrzucamy skórę i dajemy się rozpoznać oraz pokochać, za to kim jesteśmy. I dokładnie to powiedziała Foster: "chcę być widziana i głęboko zrozumiana i nie być tak bardzo samotna". Czyż nie jest to jeden z najbardziej przekonujących powodów opuszczenia szafy, czyż nie tego właśnie wszyscy pragniemy? – pytał Petrow. 
 
W obronę Foster wzięli też aktorzy i aktorki różnych pokoleń. Dla Richarda Dreyfussa Foster okazała się "jedną z najwspanialszych aktorek i jednym z najcudowniejszych ludzi. Lena Dunham napisała: "Przemówienie było niesamowicie przepiękne. Interesujące podsumowanie kreatywnej kariery rozpiętej na przestrzeni tak długiego okresu czasu. Nie próbowała nikogo umoralniać". A Ricky Gervais komentował w swoim stylu: "przy każdym coming oucie atrakcyjnej kobiety pojawia się mnóstwo tłustych kolesi, którzy mówią, że to strata. Jakby mieli jakiekolwiek szanse, gdyby była hetero". Nie tylko komik zauważył coś szczególnego na drugim planie. Krytyczka Christy Lemire zwróciła uwagę, że Foster nie tylko wyszła z szafy, nie zdradzając zbyt wiele, ale także zasugerowała, iż kończy z aktorstwem, nie ogłaszając tego definitywnie.

Milczenie owiec
Ale rzeczywiście laureatka nagrody za całokształt twórczości podziękowała Robertowi Downeyowi Jr. nie tylko za poruszające wprowadzenie, lecz także za to, że "perswaduje mi zejście znad przepaści, gdy z pianą na ustach powtarzam, że kończę z aktorstwem". Kiedy jednak poruszyła już wszelkie prywatne tematy i rozliczyła się z walki o prywatność aktorki, która porusza się w przestrzeni publicznej od trzeciego roku życia, gdy złożyła hołd swojej wieloletniej partnerce, a także pokłoniła się z miłością synom i matce, wówczas dała swoim fanom do zrozumienia, że już nigdy może nie pojawić się na żadnej scenie. "Zmiany trzeba kochać. Będę nadal opowiadać historie, by poruszać ludzi, tym co i mnie poruszyło. To najwspanialsza praca na świecie. Po prostu od teraz będę dzierżyć w dłoniach inny kijek do mówienia. Być może nie będzie tak błyszczący, nie trafi na 3 tysiące ekranów, być może będzie na tyle cichy, że jego gwizd usłyszą jedynie psy, ale to będzie mój charakter pisma". To może oznaczać, że "Elizjum" jest ostatnim blockbusterem w karierze Jodie Foster. To może również oznaczać, że "Elizjum" jest ostatnim filmem z Jodie Foster w roli aktorki. Reżyserowała już jedną z piękniejszych komedii familijno-romantycznych "Wakacje w domu" z Holly Hunter, stanęła też za kamerą "Podwójnego życia" z Melem Gibsonem. W trakcie realizacji są jej trzy kolejne projekty.

Jodie Foster zatrzęsła Hollywood już nominowanymi do Oscara rolami w "Taksówkarzu" i "Oskarżonych", była częścią ostatniego do tej pory "oscarowego Wielkiego Szlema" jako Clarice Starling w "Milczeniu owiec". I chociaż najwyraźniej nie przekonała wszystkich homoseksualistów świata do swojego sposobu wychodzenia z szafy, to może jeszcze przekonać większość kinomanów do własnego modelu kariery. 
[Ian Pelczar]