Nadchodzi "Zmierzch" w wersji zombie

Powieść "Ciepłe ciała" ("Warm Body"), której ekranizacja w reżyserii Jonathana Levine'a z Nicholasem Houltem, Johnem Malkovichem i Davem Franco trafi do kin na początku 2013 roku, to ciekawa pozycja balansująca między horrorem a parodią paranormalnych romansów, którą czyta się szybko i przyjemnie, głównie dzięki dynamicznie rozwijającej się fabule, opowiedzianej z dużym dystansem i poczuciem humoru - pisze o książce Isaaca Mariona recenzentka Stopklatki, Dagmara Marcinek .

Powieść już została okrzyknięta "Zmierzchem" w wersji zombie. Stało się to być może dlatego, że sama autorka sagi o wampirach, Stephenie Meyer poleca książkę, zapewniając, że oferuje ona najbardziej niezwykły wątek romantyczny, z jakim się spotkała. Bez wątpienia "Ciepłe ciała" opowiadają o miłości niezwykłej - dużo łatwiej przecież wyobrazić sobie nastoletnią dziewczynę zakochującą się w przystojnym wampirze, niż w kimś, kto właśnie jest w trakcie fizycznego rozkładu.

Sama historia opowiedziana w "Ciepłych ciałach" czerpie ze schematów znanych z literatury paranormal romance, a także znanych historii o kochankach z dwóch różnych światów, walczących o miłość na przekór wszelkim przeciwnościom. Zombie R podczas jednego z rutynowych polowań na ludzkie mięso, oszczędza nastolatkę o imieniu Julie. Wkrótce między tą dwójką rodzi się uczucie, którego rozkwit utrudnia tocząca się między Żywymi a Martwymi wojna. Fakt, że R jest zombie, nie jest największą przeszkodą na drodze do ich szczęścia. Julie może się przecież lekko zdenerwować, gdy dowie się, że R zjadł jej chłopaka, a jego mózg ciągle nosi ze sobą w kieszeni, posilając się nim stopniowo.

Brzmi odrażająco i obrzydliwie? Niekoniecznie. Siłą Ciepłych ciał jest poczucie humoru, które sprawia, że to, co wstrętne i odpychające, swobodnie współgra z tym, co romantyczne. Jak twierdzi jeden z bohaterów, ironia bycia zombie wynika z tego, że wszystko jest zabawne, ale nie możesz się uśmiechać, bo zgniły ci wargi. Ironia tej książki polega na tym, że czytając o zgniłych wargach rozszarpujących ludzkie ciała, naprawdę nie sposób powstrzymać uśmiech, .

Autor "Ciepłych ciał" nie wyjaśnia genezy zombie, nie ma też ambicji przeprowadzenia kompleksowej analizy tego gatunku. Dzięki temu nie musi zmagać się z logicznymi problemami dotyczącymi ich natury. Chodzące trupy w powieści same nie wiedzą, czym są ani co muszą robić, by "przeżyć". Bohaterowie stali się potworami w wyniku tajemniczej zarazy, na którą nikt nie szuka lekarstwa. Zombie po prostu są: jedzą ludzkie mięso, snują się po opuszczonym lotnisku, nie myślą o przyszłości, nie odczuwają, nie mają wspomnień. Wszystkie czynności, od zdobywania pożywienia do zawierania związku małżeńskiego, wykonują mechanicznie. Autor pod taką przykrywką opowieści o umarlakach snuje refleksję na temat kondycji współczesnego świata, którego mieszkańcy egzystują uśpieni, prowadząc nudną i bezowocną egzystencję. Nie próbują też uczynić świata lepszym, choć jak głosi ciągle powtarzany w powieści wers z piosenki Lennona: it's easy if you try.

***
"Ciepłe ciała"
Isaac Marion
przekł. Martyna Plisenko
Replika
str. 308




Dagmara Marcinek