Nie zadzierać z Tonym Soprano

"Christos jest bardzo nieskruszony w portretowaniu swoich bohaterów. Perfekcyjnie trafia w czuły punkt. Cechuje go bezpośredniość i bardzo mi się to podoba. Zręcznie opisuje problemy, z którymi mierzą się współczesne społeczeństwa"- mówi Jonathan LaPaglia, główny bohater australijskiego serialu "Klaps" (The Slap). Można go w Polsce oglądać na Sundance Channel.

Michał Hernes: Serial "Klaps", w którym zagrał pan jedną z głównych ról, zaczyna się trochę podobnie, jak "Rzeź"Romana Polańskiego. Różnica polega na tym, że nie dzieciak uderza dzieciaka, tylko frustracje na nieletnim wyładowuje osoba dorosła. Polański i Jasmina Reza stawiają pytanie, czy dziecko nie powinno zostać ukarane. W "Klapsie" odwrotnie: zastanawiamy się nad winą dorosłego. No właśnie, jakie jest pańskie stanowisko w tej kwestii?

Jonathan LaPaglia: Nie ukrywam, że jestem przeciwny fizycznemu karaniu dzieci. Sam mam siedmioletnią córeczkę i nie dopuszczam do myśli scenariusza, że ktoś kiedykolwiek nawet pomyśli o tym, by ją uderzyć.

Zawsze znajdzie się osoba o innym zdaniu i konserwatywnym podejściu do życia. Wszystko zależy od punktu widzenia, w serialu tych punktów jest natomiast aż osiem.

Tak i uważam, że to kapitalny sposób na zbadanie tego tematu. Perspektywa każdego z bohaterów jest inna i uzależniona od tego, jak aktualnie toczy się jego życie. Bardzo zwięźle pokazuje to, że życie nie ogranicza się tylko do dwóch punktów widzenia. Wina i niewinność wcale nie są takie oczywiste, jak to by się mogło początkowo wydawać.

Niektórzy filmowcy idą jednak znacznie dalej i podejmują temat aborcji czy homoseksualnej dziecięcej pedofilii, jak chociażby Todd Solondzw "Palindromach"i "Happiness".

Co prawda oba te filmy widziałem bardzo dawno temu, ale cenię sobie warsztat Solondza i jego odwagę w podejmowaniu trudnych tematów. Uwielbiam prowokacyjnych gawędziarzy, którzy zmuszają mnie do myślenia i sprawiają, że nie przestaję dumać nad ich dziełami nawet w kilka dni po ich obejrzeniu.

Czy podobne wrażenie zrobiła na panu bestsellerowa książka Christosa Tsiolkasa, na podstawie której powstał serial "Klaps"?

Uwielbiam tę książkę. Christos jest bardzo nieskruszony w portretowaniu swoich bohaterów. Perfekcyjnie trafia w czuły punkt. Cechuje go bezpośredniość i bardzo mi się to podoba. Zręcznie opisuje problemy, z którymi mierzą się współczesne społeczeństwa. Chodzi o bycie w związku, rasizm, seksualność, tożsamość, alkoholizm, uzależnienie od narkotyków i pokoleniowe różnice. Jednocześnie opowiada o tym wszystkim w taki sposób, że nie odnosi się wrażenie, że robi to na siłę. Absolutnie nie popada w sztuczność. Wydaje mi się, że książka została kapitalnie napisana i była wdzięcznym materiałem na telewizyjną ekranizację.

Grywa pan zarówno w serialach australijskich, jak i amerykańskich. Jaka jest między nimi różnica?

Są po prostu inne. W Australii się urodziłem i opuściłem ją, kiedy miałem dwadzieścia pięć lat. Nie pracowałem więc tam jako aktor aż do momentu, gdy zaangażowano mnie do roli w "Klapsie". Za podstawową różnicę należy uznać budżet, który oznacza mniej czasu na nakręcenie tego samego materiału. Nie ukrywam, że kocham entuzjazm, z jakim pracuje się w zawrotnym tempie w australijskiej telewizji, co stoi w opozycji do amerykańskich produkcji. Chodzi mi o pewną energię i sposób, w jaki prowadzi ona do końcowego efektu. Zresztą, znowu jestem w Australii, gdzie gram w piątej serii miniserialu "Underbelly", co jest niesamowicie ekscytujące.

Pomówmy o amerykańskich serialowych produkcjach. Otarł się pan między innymi o "Rodzinę Soprano". Czy w czasie pracy nad tym legendarnym serialem coś pana zaskoczyło, albo czegoś się pan nauczył?

Jednej rzeczy, żeby nie zadzierać z Tonym Soprano.

Nie mogę też nie zapytać o współpracę z Woodym Allenemna planie "Przejrzeć Harry'ego". Jak się z nim pracowało?

To było niesamowite, że dano mi szansę pracy z tak wielką ikoną kina. W pamięci utkwiła mi szczególnie jedna rzecz. Zadziwiło mnie, że nie kręcono tego filmu w czasie… kiedy świeciło się słońce. Znaczną część czasu spędzaliśmy na czekaniu, aż na niebie w końcu pojawią się chmury.

Chciałbym też zapytać o pański występ w "Dowodach zbrodni", chociaż ubolewam, że nie zagrał pan akurat w tych odcinkach, za które odpowiadała wybitna polska reżyserka, Agnieszka Holland. Mimo wszystko, jestem ciekaw pańskich wrażeń i refleksji.

Sporej frajdy dostarczyło mi to, że grana przeze mnie postać była prawnikiem z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Bohater był niedoskonały, ale sprytny, co pozwalało mi się jakoś z nim utożsamiać. Poza tym, w całej ekipie panował niesamowity entuzjazm, dzięki czemu pracowało się nam naprawdę świetnie.

Żeby nie było zbyt optymistycznie, chciałbym powrócić do "Klapsa". Czy bicie dzieci to pana zdaniem wciąż realny problem w Australii i Stanach Zjednoczonych?

Na pewno nie jest nim w gronie moich przyjaciół w Ameryce. Żaden z moich znajomych nie wierzy, że karanie dzieciaków jest akceptowalne. Jeśli zaś chodzi o szersze spojrzenie na sprawę, uważam, że bicie dzieci to staromodne i bardzo archaiczne podejście do bycia rodzicem. Chcę wierzyć, że większość osób zdaje sobie sprawę z faktu, że to nie jest właściwe zachowanie.

Wywiad przeprowadzono dzięki uprzejmości Sundance Channel.