NOWE HORYZONTY 2014: Ken uwodzi Barbie, by ją zgwałcić. Wspaniały film Argento

"Dziewczynka z kotem"
Fenomenalna „Dziewczynka z kotem" Asii Argento to jedna z najciekawszych propozycji tegorocznych T-Mobile Nowych Horyzontów. Śmieszno-straszna opowieść o dziewczęcym dojrzewaniu pośród odrealnionych kadrów i lawiny absurdalnych zdarzeń przemyca ładunek prawdy o wkraczaniu w dorosłość.

Dziewięcioletnia Aria dorasta w domu wypełnionym szaleństwem. Ojciec, zabójczo przystojny gwiazdor kina, jest despotyczny i agresywny. Nawet drobnymi szczegółami jego życia rządzi neuroza zabobonów; na widok czarnego kota i stłuczonego lustra staje na krawędzi zawału. Matka, piękna wirtuozka fortepianu, ucieka w świat fantazji, a jej dojrzałość zatrzymała się w okolicach piętnastego roku życia; córki traktuje jak lalki, od czułości przechodzi wprost do nienawiści, interesuje ją jedynie własne, dość bogate, życie erotyczne. Siostry – głupawa, uzależniona od różu Lukrecja i wycofana Donatina – nie dogadują się z Arią najlepiej.

Dziewczynka jest więc skazana na osobność i niezrozumienie, mimo że najbardziej pragnie zwykłości. W realiach ekscentryzmów bohemy oglądamy opowieść o dojrzewaniu przesyconym fantazją i dzikością. Aria to dziewczynka równie mądra, co bezkompromisowa; w jej zabawach Ken romantycznie uwodzi Barbie po to tylko, by następnie zgwałcić ją brutalnie w pustym autobusie, zaś na urodzinowym party mieszkanie podzielone jest na „Salę balową" i „Pokój grzechu". Na swój, kolorowy i buntowniczy sposób, Aria radzi sobie z kryzysem rodziny i nieszczęśliwą miłością do skejterskiego ciacha z ławki obok, którego fryzura w Polsce skazałaby nieszczęsnego chłopca na wieczny queer-bashing, a w realiach włoskich budzi jedynie podziw dla tak wczesnej świadomości stylu.

Poczucie stylu jest zresztą fundamentalne dla „Dziewczynki z kotem". Nie ma fajnej opowieści o dojrzewaniu bez fajnej muzyki, tu za ścieżkę dźwiękową odpowiadają między innymi sama reżyserka – ekscentryczka i córka filmowego wariata ze światka produkcji klasy B – i Brian Molko, przerośnięty, 42-letni emodzieciak, przy twórczości którego zapłakiwała się połowa pokolenia dzisiejszych 30-latków. Kostiumy wyglądają na zdjęte z pokazów Aleksandra McQueena, film pulsuje feerią pasteli, a pośród lśniącego brokatu i pulsujących dyskotekowych lamp wykwitają smrodliwe pagórki wulgarności i nieokrzesania. Bohaterowie klną, tłuką się, drą wniebogłosy, kłócą na śmierć i życie, by chwilę później rzucać się sobie w ramiona, wymyślają zabawy okrutne i śmieszne zarazem, wszystko to ku niebywałej uciesze kinowej publiczności. Wspaniały film, portretujący dojrzewanie w całym swoim komizmie, i całym swym okrucieństwie.

[Michał Zygmunt, Wrocław]