Polak, który narysował Hulka dla Marvela [wywiad]

Piotr Kowalski i Hulk jego autorstwa / fot. Marvel.com (Marvel Knights: Hulk #1)  
Ma na koncie współpracę z reżyserem "Piły", Jamesem Wanem. Przygotowuje komiksową "Mroczną wieżę" dla Stephena Kinga. Zawód rysownika porównuje do bycia reżyserem i scenografem. Rozmawiamy z Piotrem Kowalskim, pierwszym Polakiem, który narysował Hulka dla Marvela. Komiks to dziedzina sztuki będąca pomostem między filmem a literaturą - mówi nam.

Michał Hernes: Gdy przedstawiasz się jako autor komiksów, jak reagują na to ludzie w Polsce?

Piotr Kowalski: (Śmiech) Kiedy ktoś się mnie pyta, czym się zajmuję zawodowo, odpowiadam, że jestem rysownikiem komiksów. W polskim języku artystycznej działalności nie ma na to innego określenia. Nie mogę powiedzieć, że jestem ilustratorem, bo to nie do końca prawda. Nie mogę się też nazwać artystą komiksowym. Takie określenie u nas nie funkcjonuje. Każdy rysownik komiksów w Polsce zajmuje się rysowaniem storyboardów, żeby zarobić na chleb. To rozrysowywanie reklam, przede wszystkim telewizyjnych, na kadry, które prezentuje się potem klientowi. Pieniądze są z tego świetne, ale ta praca niszczy ci rękę. W ciągu jednego dnia musisz wykonać dwadzieścia rysunków, więc twój mózg opracowuje najprostsze schematy rysunkowego dążenia do celu. Niektórzy polscy rysownicy kiedyś rysowali wspaniale, a teraz ich prace wyglądają tak, jakby im ktoś połamał palce. Wynika to z faktu, że od piętnastu lat zajmują się tworzeniem storyboardów. Musiałem przestać je robić, bo nie chciałem tak skończyć.  

Jak definiujesz swój zawód?

Na zagranicznym rynku komiksowym tacy jak ja są nazywani artystami. W stopkach redakcyjnych przedstawia się mnie: "Artysta: Piotr Kowalski". Traktuję komiks jako dziedzinę sztuki równorzędną z malarstwem i ze sztukami wizualnymi. W Polsce funkcjonuje to trochę inaczej. Skłamałbym, gdybym powiedział, że w naszym kraju uważa się mnie za artystę. Nazywa się mnie raczej rzemieślnikiem. Gdy mówię, że jestem rysownikiem, często słyszę, że pewnie pracuję na komputerze, a to nieprawda. Uważam się za artystę, który za pomocą rysunków przemawia do odbiorców. Dla zagranicznych czytelników jest to oczywiste. Dawno temu na rynku frankofońskim przeprowadzano wśród młodzieży ankiety i zapytano ich, kim chcą być w przyszłości. Zawód rysownika komiksów zajął drugie miejsce. Ciekawe, jak to by wyglądało w Polsce.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

Pewnie inaczej.

Dobrze, że nie zapytałeś mnie, czy komiks jest sztuką. To dla mnie jedno z najbardziej przerażających pytań. Komiks to, w największym skrócie, dziedzina sztuki, będąca pomostem między filmem a literaturą. Choć komiksy mają już sto lat, w Polsce wciąż sporu osobom wydaje się, że to dziecinne kreskówki dla młodzieży i infantylnych dziwaków, którym nie chce się przeczytać żadnej książki. Od lat nie pomagają tłumaczenia, że to samodzielna, w pełni rozwinięta dziedzina sztuki współczesnej, wymagająca od czytelnika znajomości kodu, którym ta sztuka się posługuje. Chciałbym uświadomić ludziom, że rysownik ma przed sobą do wykonania trudną i potężną pracę. Musi opisać postacie i, niczym filmowy reżyser, dobrać aktorów, a następnie opracować ich cechy, osobowości i charaktery. Rysownik musi umieć oddać to na rysunku. Bohaterowie komiksu muszą się swobodnie poruszać po świecie, który dla nich stworzono. Świat ten konstruuje się od małej cegły na murze budynku, narysowanego gdzieś na tylnym planie, aż do zbliżeń kamery, która pokazuje każdy kosmyk włosów na głowie głównego bohatera.  Rysując komiks osadzony w konkretnym świecie bądź okresie historycznym, muszę zebrać mnóstwo materiałów. Tworząc stroje, budynki i pojazdy, jestem scenografem. Później staję się reżyserem, który musi dobierać kąty ustawienia kamery, komponować plan zdjęciowy i jednocześnie pilnować prawidłowej kompozycji każdego kadru. A ściślej - wszystkich kadrów na planszy, które składają się na jej kompozycje. Co więcej, plansze sąsiadują ze sobą, więc powinny razem tworzyć prawidłowy układ kompozycyjny. Stworzenie dobrego komiksu realistycznego wymaga dziesiątek albo nawet setek godzin intensywnej pracy.

Kiedy rozmawiałem o ekranizacjach komiksów z aktorem, Rutgerem Hauerem, który zagrał w "Sin City" i "Batman: Początek", powiedział mi, że młodzi ludzie tacy jak ja nazywają je powieściami graficznymi.

Wszystko zależy od języka, jakim się posługujemy. Na rynku amerykańskim nowela graficzna jest czymś innym niż komiks, który ukazuje się raz na miesiąc w ramach konkretnej serii. Nowela graficzna to przeważnie samodzielna historia. Mówiąc po polsku, można założyć, że język jest pewną formą opowieści graficznej.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

Polska to nie jest kraj dla twórców komiksów, prawda?

W naszym kraju komiksy nikogo nie obchodzą. W ogóle nie funkcjonują w dyskursie społecznym i w dyskusjach o sztuce. W Paszportach Polityki nie ma takiej kategorii. Ta dziedzina jest całkowicie pomijana przez krytyków sztuki.

Dlaczego więc zdecydowałeś się na tworzenie komiksów?

Byłem chorowitym dzieckiem. Miałem dużo czasu, więc czytałem "Tytusa, Romka i "A'Tomka", "Kajko i Kokosza" i "Kapitana Żbika". Kolega z bloku miał oryginalną, anglojęzyczną wersję "Tarzana". Przez kilka lat próbowałem ją od niego zdobyć. W końcu zamieniłem się z nim na kilka resoraków. "Tarzan" zmienił moje patrzenie na te dziedzinę sztuki. Oglądając rysunki z niego, uświadomiłem sobie, że chcę to robić. Miałem wtedy osiem lat.

Co cię tak ujęło w Tarzanie?

Nadzy mężczyźni i nagie kobiety, dzikie małpy, źli ludzie i szlachetny bohater, który ratował Jane.  To była porywająca wizualnie przygoda. Nie jestem malarzem i dla mnie rysunek, czyli domykanie rzeczywistości w linii, jest jedynym środkiem wyrazu. Nie potrafię malować. Naturalną drogą mojego artystycznego rozwoju było wybranie komiksu. Rysując, operuję syntezą rzeczywistości, sprowadzając ją do linearnego rysunku, który podlega określonym kodom graficznym. Jednocześnie w komiksach opowiada się pewne historie, nawiązując w ten sposób kontakt z odbiorcą. Gdy byłem mały, bardzo mi się to podobało. Przeglądając "Tarzana", nie znałem języka angielskiego, ale wiedziałem, że w tym komiksie toczą się dialogi. Wielki wpływ wywarło na mnie zapomniane amerykańskie czasopismo "Star Lord", składające się z krótkich komiksowych opowieści. Debiutował tam autor "Sędziego Dredda", Carlos Ezquerra. Te wszystkie komiksy rozbudzały we mnie marzenie, by być twórcą, a nie jedynie konsumentem. Mam tak po dziś dzień. Nie chcę być odbiorcą kultury, ale jej kreatorem.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

Wspominałeś, że nie umiesz malować, a jednak wziąłeś się za rysowanie.

Malowanie jest czymś zupełnie innym. Malarz operuje formą i barwą, a rysownik- kreską. W rysowaniu nie ma barwy. Nawet jeśli rysunek jest kolorowy, nie zalicza się do malarstwa. Nie widzę barw i nie rozumiem ich. Nie potrafię się nimi posługiwać, opisując formę. Opisuję ją kreską, konturem. Wszystko widzę rysunkowo. Wbrew pozorom, wcale nie jest to łatwiejsze. Na czym polega trudność języka komiksu? Do głowy przychodzi mi rysownik Milo Manara (słynny włoski rysownik komiksów, współpracował m.in. z reżyserem filmowym Federikiem Fellinim - dop. red.), który kobiecą nogę potrafi narysować dwiema kreskami. Górna i dolna część kreski, zamykając się, tworzą kontur nogi bądź ręki. Sam kontur wystarcza, żeby odczytać, o jaką część ciała chodzi. Każdy element rzeczywistości zamykamy w pewnym kodzie, który odnosi się do naszego wyobrażenia danej rzeczy, a nie jej rzeczywistego obrazu. To trudne, trzeba to robić umiejętnie.
 
To znaczy jak?

To sztuka wyławiania tego, co jest ważne. Jeżeli rysuję twarz kobiety, nie muszę narysować każdej rzęsy i każdego załamania mięśni na jej twarzy. Nie jest to potrzebne. W bardzo prosty sposób mogę narysować główne elementy jej twarzy, z której czytelnik będzie mógł odczytać wiek tej osoby, jej mimikę, nastrój. Komiksów, które są rysowane fotograficznie nasiloną kreską, z mnóstwem detali, nie da się czytać. Oczy bardzo się wtedy męczą. Język i forma komiksu wymuszają, by eliminować z niego niepotrzebne treści. Nie musimy rysować każdego włosa na głowie kobiety, tylko ogólną formę fryzury. To wystarczy. Czytelnik resztę sobie dopowiada.



Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

W swojej pracy nie używasz komputera.

Po pierwsze: nie umiem na nim pracować. Po drugie: komputer w wielu sprawach wyręcza rysowników. Ułatwia ci pracę na wielu płaszczyznach. Moim zdaniem zwycięstwo smakuje najlepiej, gdy jest osiągane z trudem. Mimo wszystko muszę skanować swoje plansze, kiedy wysyłam je do amerykańskich wydawców. Dokonuję wtedy jedynie kosmetycznych zmian na komputerze. Wszystkie ramki robię ręcznie. Dzięki temu zgrywają się z kreską, tworzą lepszą całość. Sztuka pracy na komputerze jest bardziej sterylna i odhumanizowana. Bruce Timm, twórca animowanej serii "Batmana", opowiadał, że woli stare filmy animowane, na których widać paprochy z celuloidu, błąkające się czasem na folii. Te animacje są żywe i prawdziwe. Dla porównania, w cyfrowo czyszczonych kreskówkach wszystko ma chłodną i czystą formę, która bardzo go drażni. Zgadzam się z tym i dlatego nie używam w pracy komputera.

Wydawcy wolą komiksy robione ręcznie czy komputerowo?

Amerykańskich wydawców interesuje, żeby dostarczyć im komiks w formie dobrych skanów. Amerykanie traktują komiksy jak wielki biznes, muszą je robić szybko. Na rynku europejskim wygląda to trochę inaczej. Komiksy wydaje się tam w formie albumów, a nie zeszycików. We Francji i Belgii bardziej przykłada się wagę do rysunków naturalnych, płynnych i surowych. W Ameryce taki rysunek mógłby zostać uznany za niechlujny. Dla francuskiego wydawcy rysujesz album przez cały rok, podczas gdy na rynku amerykańskim masz trzy tygodnie na wykonanie dwudziestu dwóch plansz. Plansze, które robię do "Seksu", w ogóle nie przeszłyby u wydawcy francuskiego, bo są robione zbyt szybko.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

Opowiedz, proszę, o "Seksie".

Fabuła rozwija się trochę jak opera mydlana, możemy tę serię ciągnąć w nieskończoność. Wszystko opiera się na grze skojarzeń. "Seks" opowiada historię emerytowanego człowieka, który był kiedyś superbohaterem. Autor scenariusza, Joe Casey (scenarzysta m.in. komiksów "X-Men", "Hulk", "Avengers" - dop. red.), nie ukrywa, że inspirował się Batmanem. Główny bohater, Simon, podobnie jak Bruce Wayne, jest multimilionerem, który wraca do kierowania swoją firmą i nie potrafi się w tym odnaleźć. To seksualny i życiowy impotent. Spora część życia upływała mu na walce i adrenalinie.  Z jednej strony nie może się odnaleźć w biznesowych realiach, a z drugiej przeszłość powraca do niego w retrospekcjach. Zaczyna spotykać ludzi, z którymi wcześniej miał styczność w zupełnie innych okolicznościach. "Seks" to mój największy sukces finansowy, jeśli chodzi o zakres oddziaływania. Ukazał się w wielu europejskich krajach, w tym w Polsce, i na rynku anglojęzycznym na całym globie.

Jak z Polski przebiłeś się na francuski rynek?

Założyłem sobie, że aby przebić się do Ameryki, muszę zacząć od Europy. Im więcej publikowałem w Europie, tym bardziej amerykańscy wydawcy chcieli ze mną rozmawiać. Po wydaniu w Polsce "Gaila" wysyłałem swoje portfolio do amerykańskich wydawców i nie dostałem żadnej odpowiedzi. Miałem zbyt mały dorobek. "Gail" to pierwsza komiksowa seria wydana przez Egmont, w 2001 roku. Była pokraczna i groteskowa. To cykl czterech albumów z gatunku dark fantasy. Jeździłem z tą serią do francuskich wydawców. W końcu wylądowałem w Szwajcarii, w domu Grzegorza Rosińskiego, twórcy "Thorgala", jednej z największych legend komiksu europejskiego. Poznałem go, kiedy rozdawał autografy w czasie trasy promocyjnej swojego "Westernu". Był na tyle uprzejmy, że zgodził się, żebym mu towarzyszył. Mieliśmy tego samego wydawcę. Polubiliśmy się i Grzegorz mnie do siebie zaprosił. Rosiński uczył mnie i zwracał mi uwagę na wszystkie moje błędy. Spędziłem u niego dwa miesiące. Przy okazji wybrałem się na festiwal komiksu, gdzie spotkałem się z szefem wydawnictwa Lombard, jednego z największych wydawców europejskich komiksów. Wspólnie z Emmanuelem Herzetem zrobiliśmy komiks "Wydział Lincoln" (Bohater komiksu, Ted Voss, znajduje należące do jego dziadka, zakodowane dzienniki, które pochodzą z czasów drugiej wojny światowej. Na dokumentach znajduje się tajemnicza pieczęć stowarzyszenia Wydział Lincoln. Dziennik chcą zdobyć tajne i formalne rządowe agencje, więc Voss zaczyna mieć kłopoty - dop. red.). To był dla mnie świetny trening warsztatu, dzięki któremu nauczyłem się ustawiać kamerę pod ciekawym kątem i tego, jak rysować pistolety automatyczne, karabiny, rewolwery, samochody czy samoloty. Cieszę się, że przebiłem się na rynek europejski, bo nie mam dobrego zdania o polskim środowisku komiksów. Niestety, ludzie z polskiego środowiska komiksowego mają prowincjonalne podejście do sprawy. Na światowym rynku pojawiają się polskie debiuty, ale - poza Szymonem Kudrańskim - nie ma rysowników, którzy budują swoją karierę (Kudrański rysuje m.in. Batmana i Spawna - dop. red.). Chodzi o coś więcej niż wydanie jednego komiksu - o konsekwentne, wieloletnie budowanie sobie pozycji, bez gwarancji, że uda się ją osiągnąć. Każdy sukces Polaka na światowym rynku bardzo mnie cieszy. Nie wiem, co mnie czeka za miesiąc. Walka o kolejne projekty nigdy się nie kończy. W tej chwili walczę o dwa kolejne u dużych wydawców. Trzeba się do nich wpychać drzwiami i oknami tak, żeby wydawca uwzględnił mnie, planując kolejny rok wydawniczy. Na rynku amerykańskim nikt na mnie nie czeka. Rysowników jest mnóstwo. Nie mieszkam w Stanach, nie bywam na imprezach komiksowych, więc muszę się starać jeszcze bardziej. Polskie środowisko komiksowe tego nie rozumie.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

Dlaczego nie mieszkasz w Stanach?

Nie chcę zostawić rodziny i kocham Warszawę. Mimo to tak ułożyłem sobie życie, że gdyby zaszła taka konieczność, jestem w stanie wyjechać w ciągu dwóch tygodni, żeby pracować na zagranicznym rynku. To istotne, bo może się tak zdarzyć, że zostanę zaangażowany do projektu, który będzie wymagał codziennego kontaktu z wydawcą i obecności na miejscu.

Jak zaistniałeś na rynku amerykańskim?

W 2011 roku James Wan, reżyser "Piły", napisał scenariusz filmu. Nie udało mu się go zrealizować. Sprzedał prawa do tej historii wydawnictwu Boom!Studios (bestsellerowe i wielokrotnie nagradzane wydawnictwo komiksowe - dop. red.). Szczęśliwie złożyło się, że bombardowałem ich wtedy swoim portfolio. Byłem pewien, że w końcu mi odpiszą, żebym dał im spokój. W końcu odpisali mi, że szukają rysownika do nowego projektu, "Malignant Man", według scenariusza Wana. Po jego ukończeniu powróciłem do Europy, okładając rynek amerykański na później. Okazało się, że Joe Casey szukał świeżej krwi, kogoś zupełnie z kosmosu. Szef Boom!Studios polecił mu mnie, mówiąc, że jestem rysownikiem, który potrafi narysować w sześć godzin planszę, która ma ręce i nogi. Zgodziłem się, choć miałem podpisane kontrakty na europejskie serie. Po chwili uświadomiłem sobie, że nie będę miał czasu na życie prywatne. Tak jest po dziś dzień. "Seks" wydaje Image, trzecie co do wielkości wydawnictwo w Stanach. To był dla mnie wielki przełom na amerykańskim rynku.

Jak dostałeś się do Marvela?

Po sukcesie "Seksu" poznałem scenarzystę "Hulka", Joe Keasinge'a. Mieliśmy zrobić razem komiks dla Image, ale nic z tego nie wyszło. W międzyczasie Joe zaproponował mi współpracę nad "Hulkiem". Zgodziłem się, choć miałem tyle pracy, że nie powinienem. Komiks został bardzo dobrze odebrany w Stanach i Europie. To mój największy sukces od strony graficznej, no i jestem pierwszym Polakiem, który narysował Hulka. Hulk jest wielki, straszny i miażdży wszystko, co się rusza. Tę postać znałem już z dzieciństwa. Pracując w Stanach, dostajesz specjalne materiały. Są osoby, które pilnują wyglądu postaci. W następnej kolejności zaproponowano mi narysowanie serii "Mroczna Wieża" Stephena Kinga, nad którą aktualnie pracuję. Jestem w kontakcie mailowym z Kingiem i jego agentką, Robin Furth, która jest autorką scenariusza do tego komiksu. Przede wszystkim pracuję z nią. King czasem wysyła mi gratulacje i aprobaty. Omawiamy z nim szczegóły związane ze zgodnością komiksu z książką i wizerunku postaci. Graficznie będzie ten komiks wyglądał inaczej niż wcześniejsze z cyklu "Mroczna Wieża", ale taki był pierwotny zamysł. Opowiadamy o dzieciństwie głównego bohatera, Eddie'ego, o tym, co go ukształtowało i sprawiło że stał się takim, a nie innym człowiekiem. Kingowi pokazano "Hulka" i moje rysunki. Zażyczył sobie, żeby właśnie w ten sposób rysować tę historię. Powiedział o mnie: Bierzcie go!.

Marvel Hulk Polska
Szkice Piotra Kowalskiego - archiwum autora

***

Piotr Kowalski. Polski ilustrator, grafik, rysownik komiksów. Rozpoczynał od publikowania swoich prac w czasopismach "Nowa Fantastyka", "Magia i Miecz", "Fenix" i "Złoty Smok". W 2001 roku zadebiutował na polskim rynku komiksem "Gail". Pięć lat później, wspólnie z Emmanuelem Herzetem, stworzył swój pierwszy zagraniczny komiks, "Wydział Lincoln". Na amerykańskim rynku zadebiutował w 2011 roku, razem z Jamesem Wanem tworząc komiksową mini serię  "Malignant Man", którą wydawało Boom!Studios. Kowalski jest związany ze słynnym amerykańskim wydawcą komiksów, Marvelem. To pierwszy Polak, który narysował Hulka. Obecnie współpracuje ze Stephenem Kingiem nad komiksową wersją "Mrocznej Wieży". Marzy mu się narysowanie Batmana.

[Rozmawiał Michał Hernes]