RANKING: Szybcy i wściekli na ekranie

"Locke"
Ivan Locke hipnotyzuje widzów w trakcie wieczornej i nocnej jazdy samochodem. Wspaniała kreacja Toma Hardy'ego sprawia, że zastygamy, słuchając jego rozmów prowadzonych przez zestaw głośnomówiący. Jazda samochodem w „Locke'u" to komfort wnętrza, bezprzewodowa komunikacja, rozświetlona deska rozdzielcza, światła autostrady, neony mijanych stacji i budynków.

Jasność, komfort, pewność prowadzenia auta podczas rozmowy kontra chaos w życiu osobistym, nad którym główny bohater próbuje zapanować. W związku z premierą intrygującego filmu Stevena Knighta przypominamy inne dzieła z nocną jazdą w tle. Jest ich zdecydowanie więcej niż autostrad w Polsce.

"Noc na Ziemi", Jim Jarmusch, 1991 rok.
Pięcioro taksówkarzy z pięciu różnych miast Ameryki i Europy, fenomenalne anegdoty, brawurowe kreacje – arcydzieło kina nowelowego. W rytm muzyki Toma Waitsa poznajemy Winonę Ryder, która odrzuci w Los Angeles ofertę roli w filmie, bo chce zostać mechanikiem, Armina Muellera-Stahla, który do Nowego Jorku wyemigrował z NRD, gdzie pracował jako klaun, Beatrice Dalle w roli niewidomej pasażerki z Paryża, Roberto Benigniego opowiadającego w Rzymie niestworzone historie księdzu, a grupa znajomych z Helsinek, wracająca z popijawy do domu, poznaje najsmutniejszą historię z możliwych. Tak jak w przypadku „Locke'a", tak u Jarmuscha, zamknięcie w przestrzeni samochodu staje się jedyną okazją do wysłuchania całej historii, dłuższej rozmowy, większej chwili do refleksji.



"Drive", Nicolas Winding Refn, 2011 rok.
Fenomenalna jazda po Los Angeles. Wciskająca w tapicerkę od pierwszej sekwencji pościgu samochodowego, gdy kierowca, który jest głównym bohaterem, umyka nawet przed helikopterami. Napięcie dozuje muzyka Chromatics i Cliffa Martineza. Przemierzamy wybrane z dziesiątków tysięcy ulic, ufając, że bohater Ryana Goslinga zna je wszystkie, że jest nierozerwalnie wciśnięty w wielkomiejski pejzaż. Szczególnie nocą, w stylowych rękawiczkach, kierowca jeździ płynnie, z gracją, jego urok pozostaje anonimowy, tak jak samochód, rozpływający się w mroku przed policyjnymi szperaczami.



"Taksówkarz", Martin Scorsese, 1976 rok.
Najsłynniejsza scena z filmu o nocnym taksówkarzu ma miejsce przed lustrem, ale to krążenie po ulicach Nowego Jorku jest najbardziej wyrazistym tłem dla bohatera Roberta De Niro. Samotność, koszmary z Wietnamu, mrok półświatka, para wydobywająca się z kratek ściekowych, woda z hydrantów, przystanki w kinach wyświetlających filmy pornograficzne – oto pejzaż wielkiego miasta, w którym rośnie gniew Travisa Bickle'a.



"Amerykańskie Graffiti", George Lucas, 1973 rok.
Amerykańskie samochody, za którymi dziś każdy oglądnąłby się na ulicach, były wtedy codziennością. Kalifornijski pejzaż we wstecznej szybie, krajobrazy z miasta San Rafael, stanowią ponadczasowe tło do przejażdki Rona Howarda i Richarda Dreyfussa, spędzających ostatnią noc przed powrotem na studia na wschodnie wybrzeże. Jeżdżą w tę i z powrotem, spotykają znajomych, szukają miłości i rozrywki. – Muszą pozostawać w ciągłym ruchu, by dotrzeć do tego wyjątkowego miejsca, którego nigdy nie znajdą – recenzował Larry Abramson z NPR. Typowa młodzieńcza przejażdżka.
 


"Ciemna strona miasta", Martin Scorsese, 1999 rok
Ponad dwie dekady po „Taksówkarzu" Martin Scorsese powrócił do piekieł ulic Nowego Jorku. Więcej jest neonów i mrugają szybciej, ale poza tym niewiele się zmieniło. Tym razem zaułki pełne świadectw degeneracji przemierzamy za kierownicą karetki pogotowia, wraz z przepracowanym sanitariuszem. Śmieci na ulicach Hell's Kitchen i przerażające wizje głównego bohatera potwierdziły, zdaniem amerykańskich krytyków, status Scorsesego jako Dantego kina. Noc na ulicach Nowego Jorku nosi więc znamiona zstąpienia do kręgów piekielnych. – Zawsze miałem koszmary, ale teraz duchy nie czekają na to, aż zasnę – komentuje swoją codzienność po zmroku pośród ulic przecinanych w karetce na sygnale główny bohater Frank Pierce.




"Szybcy i wściekli: Tokio Drift", Justin Lin, 2006 rok
Każdy z filmów kinowej serii pełen jest imponujących wyścigów rozgrywanych pod osłoną nocy, ale najbardziej fantazyjne są te, które osadzono na ulicach Tokio. Tytułowy drift pozwala wchodzić w zakręty bez zdejmowania nogi z gazu. Bohaterowie serii uważają miasta za wielkie tory wyścigowe. Zmarły niedawno świetny kierowca i aktor Paul Walker grał w serii policjanta, który pod przykrywką ma złapać gangsterów organizujących nielegalne wyścigi. W części rozgrywanej w Tokio Walkera zabrakło w obsadzie. Na zastanawiający fenomen serii Szybcy i wściekli zwrócił uwagę Mark Kermode: największe emocje ma ona budzić wśród widzów, którzy są za młodzi na prawo jazdy.



"Zakładnik", Michael Mann, 2004 rok
Jamie Foxx i Tom Cruise jako taksówkarz i zabójca na zlecenie. Ten pierwszy staje się zakładnikiem i w ciągu jednej nocy w Los Angeles wozi cyngla po kolejnych zakontraktowanych lokalizacjach. A jednocześnie kombinuje jak ocalić siebie i ostatnią ofiarę. Michael Mann to jeden z reżyserów, którzy mają niezwykły talent do filmowania świateł wielkiego miasta, dzięki temu jego sensacyjne fabuły ogląda się rewelacyjnie. Kolejne fenomenalne przejażdżki z bohaterami Manna możemy zaliczyć w Gorączce i Miami Vice, chociaż w tych dwóch przypadkach bardziej klasowe jest bieganie po lotnisku i pływanie motorówką.



"Co jest grane, Davis?", Ethan Coen i Joel Coen, 2013 rok
Najnowszy film braci Coen to kino drogi, ale głównie życiowej, niespełnionego muzyka, podróżującego po Nowym Jorku kolejką. Jest jednak sekwencja, w której Llewyn Davis rusza w daleką samochodową podróż. Za kierownicą  Garrett Hedlund, znany z nieudanego „W drodze", na tylnym siedzeniu mistrz komicznego epizodu John Goodman, po drodze parking, stacja benzynowa, a przebyta w większości w milczeniu przejażdżka to kulminacja rozterek i lęków głównego bohatera. Llewyn nie ma z kim rozmawiać, ale nie mamy wątpliwości, że to jeden z tych wyjazdów, który może mieć dla niego równie wielkie konsekwencje jak droga do szpitala dla Ivana Locke'a. Zamknięty w aucie może ciągle na nowo analizować swoje dotychczasowe wybory oraz ich spodziewane konsekwencje.





"Śmiertelny pocałunek", Robert Aldrich, 1955 rok
Klasyk kina noir. Wszystko zaczyna się wieczorem, na pustej drodze. Prywatny detektyw zatrzymuje się, by podwieźć autostopowiczkę – piękną blondynkę ubraną jedynie w płaszcz przeciwdeszczowy. Główny bohater to stroniący od ludzi samotnik, który w napotkanej na poboczu kobiecie widzi pokrewną duszę albo zagubioną lunatyczkę. Zrozumie jak bardzo się myli, gdy oboje zostaną porwani przez dwóch bandziorów. Jest tajemnicze pudełko, gangsterzy i suspens, ale wszystko zaczyna się od samochodowej przejażdżki.

 
"Mulholland Drive", David Lynch, 2001 rok
David Lynch i kino drogi? Z pewnością Zagubiona autostrada, wszech amerykański pejzaż, charakterystyczne żółte pasy z szos już na plakacie. Ale nocne kino drogi to już „Mulholland Drive" i tajemnicze wydarzenia wokół jednej z najbardziej znanych arterii Hollywood. Wszystko zaczyna się przecież od wypadku samochodowego, a my podążamy za kobietą, która cierpi na amnezję. Żadna czarna skrzynka nie zarejestruje, co tak naprawdę mogło wydarzyć się w trakcie przejażdżki z Lynchem.



"Zodiak", David Fincher, 2007 rok
Arcydzieło kina noir i mrocznego thrillera nie byłoby tak fascynującym doświadczeniem dla widzów, gdyby nie pierwsza sekwencja, rozgrywająca się 4 lipca, podczas amerykańskiego Dnia Niepodległości. Grozę budzi tutaj samochód mordercy –  i dźwięk silnika, a potem słychać „Hurdy Gurdy" Donovana z radia w innym, zaparkowanym samochodzie i strzały. Są pierwsze ofiary, a znajomy już widzom Chevrolet powróci jeszcze, przemierzając nabrzeże w okolicach San Francisco i zatrzymując się na skinienie autostopowiczów. Napięcie znów wzrośnie, na sam widok auta.



"Nocna wyprawa", Raoul Walsh, 1940 rok
Osobną kategorią w kinie byli zawsze kierowcy ciężarówek. Często coś przemycają, albo próbują za kółkiem wyrwać się z przestępczego życia, niczym bohater Patricka Swayze w „Czarnym psie". W filmie noir z 1940 roku dwaj kierowcy ciężarówek zakładają własną firmę, borykają się ze spłatą długów, flirtują z autostopowiczkami i kelnerkami. Punktami kulminacyjnymi są wypadek jednego z bohaterów, który zasypia za kółkiem i morderstwo dokonane podczas jazdy samochodem.



"Labirynt", Dennis Villeneuve, 2013 rok
Zalane deszczem ulice, które rozświetlają jedynie samochodowe reflektory – w kinie to może i częsty widok, ale nie zawsze efekt ekranowy jest równie fenomenalny co w thrillerze z Hugh Jackmanem i Jake'm Gyllenhaalem. To zasługa nominowanego już jedenastokrotnie do Oscara operatora Rogera Deakinsa. W pamięć zapadają szczególnie trzy sceny – zablokowanie campera, w którym policjanci spodziewają się znaleźć głównego podejrzanego, na skąpanym w deszczu parkingu, przenikająca chłodem pierwszej śnieżycy scena, w której śledzący Jacmkana policjant Gyllenhaal zostaje zdemaskowany na światłach oraz finałowy wyścig z czasem, zamykającymi się oczami, deszczem, brakiem widoczności i śliskimi ulicami. 
 

[Ian Pelczar]