[Recenzja] Lalka

"Lalka" Bolesława Prusa to kanon polskiej literatury, nie tylko pozytywistycznej, nie tylko ze względu na bycie lekturą szkolną - to po prostu autentyczny klasyk. I prawdę mówiąc, idealny materiał do przełożenia na filmowe realia. Problem tkwi jedynie w objętości, bowiem sama trzytomowa powieść ma ponad tysiąc stron i zawiera gro różnych wątków oraz szereg ciekawych postaci. Wojciech Jerzy Has poradził sobie znakomicie w 1968 roku z adaptacją filmową, tworząc swój kolejny pamiętny obraz, niemniej jednak "Lalka" wymagała "szerszego" podejścia, które zapewniłoby zekranizowanie większej ilości stronic powieści Prusa. Serial Ryszarda Bera z 1977 roku okazał się strzałem w dziesiątkę, bowiem nie ujmując nic swojemu starszemu filmowemu kuzynowi, przedstawił tę wspaniałą opowieść oraz jej bohaterów na nowo, wyciągając z literackiego oryginału tyle, na ile pozwalało filmowe medium . Rezultat to autentyczny klasyk.

Stanisław Wokulski, niepoprawny idealista-romantyk, w wielu aspektach polski Jay Gatsby, tyle że bez miana "straconego pokolenia", to postać niezwykle frapująca - człowiek, który poświęcił swoje ideały i marzenia na rzecz fantazji o kobiecie, która go nie chciała, po czym zorientował się o swoim zaślepieniu i wyruszył w kolejną podróż, którą i czytelnicy, i widzowie muszą sobie dopowiedzieć. W interpretacji Jerzego Kamasa osobnik niejednoznaczny; introwertyczny, spokojny, choć pragnący emocjonalnego wyzwolenia z rąk ukochanej damy. Wokulski, cierpiąc miłosne katusze, zmienia się jak chorągiewka na wietrze, na przemian mocno wierząc i negując postawiony przed sobą cel rozkochania chłodnej szlachcianki, i ciągle jednak wyznając swoje pozytywistyczne przekonania pracy u podstaw. Przy okazji Wokulski stanowi zwierciadło, w którym swoje prawdziwe oblicza ukazują wszyscy pozostali bohaterowie. Najważniejszy z nich jest stary subiekt, w dużej mierze narrator opowieści, Ignacy Rzecki: kolejny romantyk, który całe życie szukał swoich marzeń poza rzeczywistością, co zresztą sprawiało, że tak dobrze potrafili się z Wokulskim dogadać. Bronisław Pawlik tworzy tu prawdziwe aktorskie widowisko, kreując ciepłego, sentymentalnego starca, który ma więcej rozumu w głowie, niż cała wyszydzana w "Lalce" polska arystokracja i bez którego Wokulski nigdy by nie utrzymał swojego bogactwa. I Julian Ochocki, postać niezwykle ważna, choć w serialu Bera trochę pominięta - Andrzej Zaorski sprawia, iż to rola pamiętna, a jednak za mało (poza ostatnim odcinkiem) widzimy idealizmu Ochockiego, by dostrzec, że to on ma "przejąć" w przyszłości rolę swoich starszych kompanów Rzeckiego i Wokulskiego. "Lalka" serialowa, choć przecież rozciągnięta do ponad jedenastu godzin czasu ekranowego, jest wierna powieści Prusa, ale nie trzyma się poddańczo każdej stronicy. Kilka wątków zostało usuniętych, kolejne kilka zmarginalizowanych, by uzyskać odpowiednią dla telewizyjnego medium strukturę. I w tym aspekcie, pracy scenariuszowej, Aleksandrowi Ściborowi-Rylskiemu oraz Jadwidze Wojtyłło należą się duże brawa, bowiem oddali sedno "Lalki" na kilku różnych poziomach (również polityczno-społecznego klimatu Polski drugiej połowy XIX wieku), jednocześnie pozostawiając widzowi miejsce na własne dopowiedzenia, a nawet odkrycia.

Choć Wokulski, Rzecki i Ochocki stanowią najciekawsze figury dramatu, możliwe, że najważniejszą osobą całej opowieści, katalizatorem większości ważniejszych wydarzeń, jest panna Izabela Łęcka. Wedle wielu teorii tytułowa lalka, kobieta egocentryczna, głupio wyniosła, pusta flirciara, która z jakiegoś powodu doprowadza mężczyzn do szaleństwa, a jednak postać nieco bardziej złożona i również tragiczna (choć nie tak jak Wokulski), także w interpretacji Małgorzaty Braunek. Produkt swoich genów, a także czasów, arystokratka, która żąda nabożnego oddania właśnie z powodu swoich korzeni, ale także istota nieco makiaweliczna w swoich czynach oraz kobieta, którą stać jednak na pewną dozę świadomości tego, co się wokół niej dzieje. Łęcka jest bezdyskusyjnie postacią negatywną, ale na pewno nie jednoznaczną. Taki jest jej ojciec, Tomasz Łęcki (znakomity Emil Karewicz), dla którego świat kręci się wokół pieniędzy i jawi w czarno-białych barwach. To odchodzące pokolenie arystokracji, które nie rozumie zmieniających się czasów. Na ekranie towarzyszą mu baron i baronowa Krzeszowscy (również postaci wprowadzające sporo komizmu) oraz zacna prezesowa Zasławska. Wszyscy oni z mniejszym lub większym powodzeniem próbują odnaleźć się w nowym świecie, który powstaje na ich oczach, a Wokulski staje się przypadkowo pośrednikiem, wykonawcą lub wrogiem. W opozycji stoją młodzi-gniewni, którzy biorą świat szturmem - czy to sprytem i wrodzonym talentem jak subiekt Mraczewski Jana Englerta, czy rodzinną tradycją jak Henryk Szlangbaum Piotra Fronczewskiego, czy miałkimi oszustwami i lizusostwem jak Maruszewicz Zdzisława Wardejna. Na drugim planie "Lalka" Bera, co oczywiste, opływa w dywagacje społeczno-polityczne, wiele różnych nawiązań historycznych oraz bardzo mocne nakreślenie stosunków panujących w Warszawie w drugiej połowie XIX wieku. To tło jest kolejną wielką zaletą u Bera, ponieważ przyjmuje się je "z całym dobrodziejstwem inwentarza", wgłębiając się w klimat Warszawy sprzed ponad stu lat, która już nigdy nie powróci. Jak zresztą wypowiadali się sami twórcy, ich założeniem było zbudować paralele do ówczesnej sytuacji w Polsce (czyli w latach 70.), jednak w ogólnym rozrachunku słuszność wielu uwag można odnaleźć także w dzisiejszych czasach. W serialu znalazło się również trochę miejsca dla sentymentu, w szczególności kiedy pojawiają się fragmenty zrywów narodowych lub kiedy główni bohaterowie snują swoje retrospekcje i wspomnienia, ale jak w pozostałych przypadkach - Berowi i ekipie udało się wpleść je wspaniale w sedno i wydźwięk serialu.

O "Lalce", zarówno tej książkowej, jak i filmowej oraz serialowej można pisać i pisać, analizując, polemizując, rozprawiając; każdy, kto ją chociaż trochę zna - czytał lub widział - stworzył sobie własny obraz wszelkich niuansów, wydarzeń, charakterów postaci. Wszystko co napisałem jest zresztą jedynie marną cząstką tego, co już zostało powiedziane i pomyślane o serialu Bera (a tym samym o powieści Prusa) - to tylko powtórka, w dodatku w wersji skrótowej, ale może zachęci kogoś do sięgnięcia po tę pozycję. "Lalka" Ryszarda Bera, choć z zasady uszczuplająca wartość oryginału oraz, co oczywiste, bardziej filmowa niż literacka, oddaje piękny hołd dziełu Bolesława Prusa. Aktorstwo nie zestarzało się ani o jotę po ponad trzech dekadach od premiery, a wartości realizacyjne ciągle tworzą pozytywne wrażenie (w zasadzie nie ma zbyt wielu filmowych anachronizmów, w przeciwieństwie do "Czarnych chmur", których wydanie niedawno opisywałem). Nie ma co porównywać dokonania Bera do filmu Hasa, bowiem to dwie różne rzeczy, ale fakt pozostaje faktem, że ponad jedenastogodzinny serial był w stanie szerzej zaprezentować możliwości filmowe drzemiące w ogromnej powieści. "Lalka" Bera jest więc małym dziełem, które ogląda się z niekłamaną przyjemnością i niemym pytaniem na ustach - co się obecnie stało z kondycją polskich seriali?

Wydanie DVD:

Pięć płyt DVD, na pierwszych czterech po dwa odcinki, na ostatnim krążku jeden odcinek (każdy trwa nieco ponad 75 minut) i materiały dodatkowe. Jakość nie jest powalająca, niemniej i obraz, i dźwięk stoją na dobrym poziomie - pierwszy w formacie 1.33:1, drugi natomiast tylko w mono 1.0 (ale wszystko naprawdę bardzo dobrze słychać). Wydaje mi się, że to najlepsza obecnie możliwa wersja "Lalki" Bera. W roli dodatków kilkunastominutowy reportaż z planu oraz kilkuminutowy wywiad z Małgorzatą Braunek - razem dwadzieścia minut materiału.


Dariusz Kuźma [Galapagos]