Śmiałkowski broni "Syberiady": Nie fukajmy na ten film

 
 
Szkoły powinny chodzić na takie filmy jak "Syberiada polska". Opowieści o naszej historii, proste w przekazie, nie przekombinowane w formie, dostosowane do wieku odbiorców. Bo przecież nie pokażemy dwunastolatkom "Róży". A "Syberiada..." jakoś ich może powoli do "Róży" przygotuje - pisze w odpowiedzi na recenzję Michała Zygmunta Kamil Śmiałkowski. 
 
"Syberiada polska" to film, który bez żadnych oporów pokazałbym osławionym "szkolnym wycieczkom". Może ta wizja Syberii jest zbyt gładka, może ten film miejscami trzeszczy w szwach, ale i tak uważam, że warto.
 
Ot, jak się dziwnie życie toczy. Oto ja, pomysłodawca nagród Węże dla najgorszych polskich filmów staje w obronie dzieła, które pewnie dostanie w przyszłym roku przynajmniej kilka nominacji. Ale uważam, że warto i uważam, że trzeba. Bo jak mówił klasyk "znaj proporcje". Rok temu w kinach pojawiła się "Kac Wawa"- przerażająco zły film. Kilka miesięcy później na ekrany weszła "Bitwa pod Wiedniem" - sam zatytułowałem wtedy recenzję tego filmu opublikowaną w Stopklatce "Kac Vienna". Kiedy dziś widzę tytuł recenzji "Kac Sybir" uważam, że ktoś powinien puknąć się w głowę. Czy naprawdę recenzent uważa film Zaorskiego za zły, jak "Kac Wawa"? Czy nie ma nic pomiędzy filmem udanym a totalną porażką? Przeciw "Syberiadzie polskiej" wytoczono spore armaty, że mdła, że nijaka, że za dużo fabularnych uproszczeń i "deus ex machina", że realia oddane słabiutko, że reżyseria bez polotu. I właściwie trudno z tymi zarzutami polemizować. Choć ja nie mam większych zarzutów do aktorów, przełykam większość klisz i uproszczeń. Zauważam za czyste paznokcie u aktorek, zadziwiająco kształtne sylwetki jak na syberyjską dietę, czy nadzwyczaj powolne dorastanie dzieci przez te siedem lat... Jednak kupuję tę historię. Tak jak tydzień wcześniej nie kupiłem opowieści o Westerplatte, która była dla mnie zlepkiem scen bez większego sensu, tak tu ten zlepek, odrobinę lepiej poukładany, już mi wystarcza, bym poczuł emocjonalny związek z bohaterami. Czytam wypowiedzi znajomych krytyków, którzy mówią, że nic ich ci ludzie i ich losy nie poruszyły i jedyne, co mogę odpowiedzieć, to to, że mnie poruszyły. Że ja kupuję taką rodzinną opowieść, taki patriotyzm, takie emocje.
 
I paradoksalnie widzę siłę tego filmu właśnie w tym, co dla większości recenzentów jest jego słabością. W niedoszacowaniu brutalności syberyjskiego życia, w uproszczeniach i oczywistościach fabularnych - dzięki temu dla mnie ten film staje się przyzwoitym pomostem do poważniejszego kina. Filmem, który uczciwie i sensownie spełnia wymogi uroczego hasła "Spoko. Szkoły pójdą". Bo właśnie na takie filmy powinny. Nie na ekranizacje lektur szkolnych - jeśli już coś jest lekturą, to, mam wrażenie, należy to czytać, a nie oglądać. Szkoły powinny chodzić na takie filmy. Jak "Syberiada polska", jak "Generał Nil". Opowieści o naszej historii, proste w przekazie, nie przekombinowane w formie, dostosowane do wieku odbiorców. Bo przecież nie pokażemy dwunastolatkom "Róży". Ale taka "Syberiada" jakoś ich może powoli do tej "Róży" przygotuje. I więcej nauczy niż kilka podręczników. Nie fukajmy na ten film, tylko - skoro już jest - korzystajmy. Czekając na porządny film o Powstaniu Warszawskim już kilka roczników zdążyło skończyć edukację, a filmu wciąż nie ma.
 
Tymczasem "Syberiada polska" jest. I kilka rzeczy mi się w niej podoba. Ot, chociażby pięknie metaforyczne zakończenie wątku komendanta obozu. Ciekawie mi też koresponduje ten film, a zwłaszcza postać młodego Doliny z Jankiem Kosem z "Czterech Pancernych". Przecież był początkowo nastolatkiem wywiezionym na Syberię. On też tkwił w miłosnym trójkącie pomiędzy Polką a rosyjską sanitariuszką.
 
Oczywiście, że dzieło Zaorskiego mogłoby być lepsze. Ba, pewnie nawet powinno. Ale i tak się z niego cieszę. W "Ilustrowanym Magazynie Wężowym" powiedziałem, że to dobry film. Może się ciut zagalopowałem, ale powiedziałem. Słowo się nagrało - kobyłka u płotu. I uparcie będę powtarzał, że stawianie tego filmu w jednym rządku z "Kac Wawą" czy "Bitwą pod Wiedniem" jest recenzenckim pójściem na łatwiznę.
[Kamil Śmiałkowski]