Top 10 filmów do obejrzenia w Sylwestra

Władca Pierścieni
Sylwester to czas podsumowań i postanowień na następny rok, o których i tak zapomni się tydzień później. A także czas wielkiej imprezy i świętowania, które nieodmiennie skończyć się musi bólem głowy. Może warto więc zostać przed telewizorem i zrobić sobie maraton filmowy? Oto propozycje tego, co idealnie zapełni czas do rana. Dla każdego coś miłego, czyli dziesięć najlepszych filmów do obejrzenia w Sylwestrowa.

Dla długodystansowców:

  • Władca Pierścieni

Oczywiście, że każdy widział ekranizację książki Tolkiena wielokrotnie. Oczywiście, że każdy zna ją niemal na pamięć. Tylko co z tego, skoro i przy 20 seansie robi nieprawdopodobne wrażenie? Dzieło Petera Jacksona może nie jest idealne. Pewnie dałoby mu się różne rzeczy zarzucić (na przykład zmiany w stosunku do książki). Ale jednak realizacja, emocje, krajobrazy, muzyka i wszystko inne skutecznie dają odczuć prawdziwą magię kina. No i jest pewność, że cała noc zleci jak biczem strzelił.
  • Ojciec Chrzestny

Znów pozycja powszechnie (mamy nadzieję) znana i doceniana. Monumentalna saga gangsterska o rodzinie, potędze, upadku... Niezapomniane aktorstwo, muzyka, niezliczone ilości kultowych scen. W zasadzie pisanie o tych filmach w kilku zdaniach to profanacja. Dodatkową zachętą niech będzie scena podczas Sylwestra, jedna z kluczowych w historii Michaela Corleone.
  • American Pie

Maraton dla prawdziwych twardzieli. Pierwsze trzy części od biedy da się jeszcze oglądać. Miewają całkiem zabawne momenty, jest względnie mało obrzydliwości. Potem jest już jednak tylko gorzej. Czemu więc seria ta znalazła się w tym zestawieniu? Po pierwsze, czasem trzeba się "odmóżdżyć". Po drugie, zajmie całą noc. Po trzecie, jak Morfeusz wezwie w swe objęcia, nie będzie problemu, by przerwać seans. Po czwarte, jak się zobaczy te wszystkie imprezy, dołoży się wszelkich starań, by Sylwester przed ekranem za rok się nie powtórzył.

Do śmiania się:

 
  • Shrek 1 i 2

Nie mogło zabraknąć chociaż jednej animacji. Pierwsza część de facto zmieniła historię tego typu filmów. Druga była chyba nawet lepsza. Setki genialnych odniesień, nawiązań, przekształceń i mrugnięć okiem do widza sprawiają, że można te filmy oglądać wielokrotnie. Jakby tego było mało, to bardzo ładne opowieści z ważnymi i mądrymi przesłaniami. Kupa śmiechu gwarantuje to, że człowiek szybko zapomni, iż nie jest na imprezie i spokojnie się wyluzuje. A do tego można zrobić sobie całonocny maraton ze wszystkimi epizodami. Aha, na marginesie – królem wszystkich postaci jest Ciasteczko.

Shrek
  • Chłopaki nie płaczą

Skoro jest animacja, to obowiązkowy jest też akcent polski. Film, który do dziś się nie zestarzał i wciąż bawi kolejne pokolenia mieszkańców naszego kraju. Bezpretensjonalna, niezwykle żywa komedia, pełna świetnych dialogów, których nie sposób nie nauczyć się na pamięć. I do tego fantastyczni bohaterowie, koncertowo zagrani przez dobrze bawiących się aktorów. Czego chcieć więcej? Oczywiście poza tym, żeby kolejne projekty Olafa Lubaszenki były tak udane…

Na poważnie:

  • Był sobie chłopiec

Chociaż dział nazywa się "Na poważnie", "Był sobie chłopiec" nie jest filmem ciężkim. To sympatyczna opowieść o trochę niemożliwym, trochę irytującym dziecku, które jednak ma całkiem nieźle poukładane w głowie. A do tego udaje mu się sporo nauczyć leniwego, zakochanego w sobie Hugh Granta, dla którego jest to jedna z ciekawszych ról. Dodatkowy plus za scenę z nocy sylwestrowej.

Forrest Gump
  • Forrest Gump
Ten film mógłby również trafić do sekcji ze śmiechem. Ale chociaż zabawny, "Forrest Gump" jest przecież piękną opowieścią o trochę dziwnym facecie, jego przekonaniach, zasadach i miłości. A także portretem wielu ważnych wydarzeń w historii Stanów Zjednoczonych, podanych w fantastycznej formie. Po dziś dzień jest to jedna z tych produkcji, które można oglądać w kółko i nigdy się nie znudzą.

Do bania się:

  • Lśnienie

Każdy, kto lubi się bać, powinien znać film Kubricka. Jest to bowiem nie tylko przykład świetnej ekranizacji, ale też prawdopodobnie najlepszy horror w historii. Chociaż Stephen King nie był zadowolony po projekcji, to jednak "Lśnienie" idealnie oddaje klimat jego dzieła – ciężki, pełen napięcia, tajemnicy i fascynujący. Do tego niezapomniane, psychodeliczne korytarze hotelu i oczywiście demoniczny nawet wtedy, gdy się uśmiecha, Jack Nicholson. No i do dziś mam ciarki, kiedy słyszę jak ktoś jeździ na trzykołowym rowerku.

Lśnienie
  • [REC.]

Hiszpański horror należy bez dwóch zdań do najlepszych tego typu produkcji w ostatnich kilkunastu latach. Po pierwsze, doskonale wykorzystuje kamerę z ręki – tutaj rzeczywiście to działa (w przeciwieństwie na przykład do nudnego "Blair Witch Project"). Po drugie, ma delikatną, ale celną krytykę mediów. W końcu koszmar, który ma miejsce w zamkniętym domu, jest spełnieniem życzeń dziennikarki, która chce, żeby "coś się zaczęło dziać". Szkoda tylko, że twórcy koniecznie chcieli tłumaczyć, jak to się wszystko zaczęło. Więcej tajemnicy i byłoby blisko ideału.

Związany z Sylwestrem:

 
  • Cztery pokoje

Idealny film na Sylwestra. Pierwsze dwa pokoje są słabe – trzeba zacisnąć zęby i je po prostu przetrwać. Później już jednak, gdy do głosu dochodzą Robert Rodriguez i Quentin Tarantino jest to fantastyczne, zabawne, stylowe kino. Na dodatek wszystko łączy genialna, jedna z najlepszych w karierze, rola Tima Rotha. Po zapoznaniu się z jego Sylwestrem dojdziecie do wniosku, że jeśli wasz miałby wyglądać tak samo, to wolicie ponownie spędzić noc w samotności.
[Jędrzej Dudkiewicz]