TOP 5: najgorsze filmy Uwe Bolla

Uwe Boll powszechnie uznawany jest za jednego z najgorszych reżyserów naszych czasów. Niemiecki filmowiec wsławił się wyjątkowo nieudanymi ekranizacjami gier komputerowych oraz ciągłym wzbudzaniem kontrowersji wokół swojej osoby. Niegdyś zapraszał krytyków filmowych na ring, ostatnio w ostrych słowach komentował porażkę zbiórki pieniędzy na swój nowy projekt. Dziś kończy 50 lat - z tej okazji przyjrzyjmy się jego najgłośniejszym "dziełom".

"Dom śmierci", reż. Uwe Boll
"Dom śmierci", reż. Uwe Boll

"Dom śmierci" / "House of the Dead" (2003)

Złe gorszego początki. "Dom śmierci" był pierwszym większym projektem filmowym Uwe Bolla. Ciężko zrealizować angażującą fabułę z gry, w której historia stanowi tylko pretekst do krwawej rozwałki setek zombi. Boll nawet się na to nie silił - "Dom śmierci" opowiada o piątce nastolatków, która udaje się na wielką imprezę u wybrzeży Florydy. Na miejscu zamiast wymarzonego melanżu czeka na nich stado żywych trupów. Jedyny oryginalny pomysł, na jaki wpadł Boll, to wykorzystanie scen wprost z gry, to jednak wciąż stanowczo za mało, by polecać ten film nawet największemu wrogowi.

"BloodRayne", reż. Uwe Boll
"BloodRayne", reż. Uwe Boll

"BloodRayne" (2005)

Wydawałoby się, że pełna akcji gra o seksownej wampirzycy zabijającej nazistów to wymarzony materiał na kinowy przebój. Wydawałoby się, że mając w ekipie Michelle Rodriguez, Bena Kingsleya i Meat Loafa nie można takiego filmu położyć. Zwłaszcza jeśli doda się do tego scenariusz autorki ekranizacji "American Psycho". Cóż, Uwe Boll jest pod tym względem wybitnie uzdolniony. To aż dziwne, że zrezygnował z kontrowersyjnego wątku nazistów i przeniósł akcję swojej ekranizacji do średniowiecza. Sceny akcji są nudne i powtarzalne, dialogi pozbawione sensu i konsekwencji, a ogólnego obrazu nędzy i rozpaczy nie ratuje nawet skądinąd nieźle dobrana do roli Kristanna Loken.

"Alone in the Dark", reż. Uwe Boll
"Alone in the Dark", reż. Uwe Boll

"Alone in the Dark: Wyspa cienia" (2005)

Niegdyś święcił triumfy w "Imieniu róży" i "Wywiadzie z wampirem", po latach przyszło mu grać u Uwe Bolla. Christian Slater wciela się w "Alone in the Dark" w postać Edwarda Carnby'ego. To nazwisko powie bardzo wiele fanom gier komputerowych. Pozostawiony w tytułowych ciemnościach detektyw swego czasu zrewolucjonizował gatunek wirtualnego horroru. Niestety, Uwe Boll jak zwykle bardzo luźno podszedł do oryginału i wolał skupić się na wprowadzaniu autorskich elementów, takich jak wymarła cywilizacja Indian, zły profesor prowadzący eksperymenty na sierotach czy oddziały komandosów, dające pretekst do przedstawiania jeszcze większej liczby kiczowatych scen walk...

"Dungeon Siege: W imię króla", reż. Uwe Boll
"Dungeon Siege: W imię króla", reż. Uwe Boll

"Dungeon Siege: W imię króla" (2007)

"Dungeon Siege" to epicka gra RPG, która w odpowiednich rękach mogłaby zmienić się w całkiem efektowną, filmową produkcję fantasy. Nikt się już chyba jednak nie łudził, że Uwe Boll okaże się nagle drugim Peterem Jacksonem, który po kilku kiczowatych filmach (bez obrazy dla "Złego smaku" i "Martwicy mózgu") zrobi swojego "Władcę pierścieni". Choć w obsadzie znów nie brakuje rozpoznawalnych nazwisk (Jason Statham, Ron Perlman, jest nawet John "Gimli" Rhys-Davies), a w filmie udało się nawet pokazać kilka całkiem ładnych scenerii, wciąż ciężko polecić go komukolwiek. Historia Farmera (tak się do niego zwracają pozostali bohaterowie) przepełniona jest absurdami, niekonsekwencjami i przezabawnymi postaciami w stylu nienawidzących mężczyzn nimf.
 
"Potal", reż. Uwe Boll
"Postal", reż. Uwe Boll

"Postal" (2007)

Ten film od początku zapowiadał się na głośne dzieło, nawet jak na twórczość naszego ulubieńca. Już materiał wyjściowy, za który posłużyła słynąca z nieograniczonej niczym brutalności seria gier, pozwalał sądzić, że powstanie film wyjątkowy. I tak się też rzeczywiście stało. "Postal" to w dalszym ciągu absolutne dno kinematografii, lecz gdy dodamy do tego obrazu żarty z katastrofy 11 września, masowe mordowanie dzieci i Osamę bin Ladena, powstaje dzieło tak absurdalne, że aż na swój sposób interesujące. Zwłaszcza że Uwe Boll okazał tym razem jednak dystans do samego siebie, wcielając się w... znienawidzonego, niemieckiego reżysera.

 
[JG]