Widzieliśmy "Jan Paweł II - Santo Subito. Świadectwa świętości" - papież z papieru

"Jan Paweł II - Santo Subito. Świadectwa świętości"


Jan Paweł II - Santo Subito. Świadectwa świętości" Piotra Dziubaka to film z tezą. Każda scena podporządkowana jest założeniu z tytułu, nie wychylając się po nic więcej.

Wątpliwości nie ulega, że kino papieskie ma swojego odbiorcę. Wierzących ma utwierdzać w świętości papieża-Polaka, zakochanych w jego postaci – rozkochiwać w niej na nowo. Reżyserzy, dobrze znając tego widza, przewidywalnego i zdefiniowanego, nie są otwarci na inne spojrzenie. Wolą budować jego mit, zamiast przybliżać postać Jana Pawła II, tworzyć kino uniwersalne, przybliżyć głębiej wartości, którymi kierował się Karol Wojtyła.

Opowiadają więc nie o żywym człowieku, który miewał swoje słabości, ale o świętym z obrazka. Najchętniej w manierze hagiograficznej biografii, z obowiązkowym motywem drogi duchowej z Wadowic do Watykanu i kościelnej kariery. Nie jest to droga usiana trudnymi wyborami, zwątpieniem, dylematami, ludzkimi dramatami. To raczej prosta ścieżka do świętości, wytyczona nieskończonym dobrem, która czyni ekranowego Jana Pawła II postacią papierową.

Nie inną jest on we wspomnieniach rozmówców obecnych w „Jan Paweł II - Santo Subito. Świadectwa świętości". Perspektywa przyjęta przez twórców nie różni się zbytnio od tej obecnej w papieskich fabułach, bo już te (a szczególnie te zrobione po śmierci papieża) portretowały go jak świętego. Dokument Piotra Dziubaka na tę świętość ma papiery – i przedstawia nam jeden po drugim, niczym w formie wyliczanki. Niby ta wyliczanka kryje się pod postacią fascynującej podróży po świecie i poszukiwania śladów papieża w ludziach, ale cóż z tego jeśli każda stacja po drodze powtarza to samo w pisanych jakby pod linijkę rozmowach.

O ile jednak papieskie fabuły bez wyjątku są raczej filmami chybionymi, o tyle dokumenty miały się zawsze w tej materii lepiej. Zwłaszcza te kręcone w latach 80. czy 90. minionego wieku. Wychodziły zresztą z podobnych intencji, z których dziś wychodzi autor „Świadectw świętości" – poszukiwały papieża bardziej za zewnątrz jego osoby niż kurczowo trzymając się każdego jego kroku. Tyle że w tamtych filmach tkwiła jakaś szczerość, prawda czasów, zapewne dużo bardziej uduchowionych niż nasze. W „Świadectwach świętości" tkwi natomiast wykalkulowany skok na temat, sucho relacjonujący kolejne wizyty autora w „świętych miejscach", podług mapy, która prowadzi do celu, który powszechnie znamy.

[Urszula Lipińska]