Wielki błękit powraca

Smerfy 2
Są koloru niebieskiego, wzrostu trzech jabłek, o wielkich sercach. Na początku było ich około stu, ale populacja rosła wraz z podbojem kolejnych mediów. W ostatnich tygodniach ponownie zadomowiły się w światowych metropoliach, gdzie na plakatach, autobusach i w sklepach z zabawkami promują swój najnowszy film. Podbijają serca młodego pokolenia, zarabiają miliony i już nie boją się Gargamela. Smerfy – od pięćdziesięciu lat w szczytowej formie. 
 
Leżąca pośrodku lasu wioska usiana dużymi grzybami – zamieszkanymi przez niebieską społeczność – ukazała się ludziom po raz pierwszy w latach pięćdziesiątych. Wówczas powołał ją do życia rysownik Pierre Culliford, znany lepiej jako Peyo, jeden z autorów belgijskiego magazynu komiksowego "Spirou". Smerfy nie zostały stworzone do bycia gwiazdami – a przynajmniej nie taką przyszłość zaplanował im ich ojciec. Od 1947 roku Peyo skupiał się głównie na wymyślaniu kolejnych przygód dla tytułowych bohaterów swojego odcinkowego komiksu "Johan et Pirlouit". Była to typowa historia spod znaku magii i miecza, w której królewski paź i jego pomocnik odwiedzają niezwykłe krainy i ich osobliwych mieszkańców, by przysłużyć się królestwu. W 1958 roku dotarli do ojczyzny Smerfów. Czytelnicy oszaleli, co przesądziło o konieczności nawiązania bliższej współpracy z niebieskim narodem.
 
Niedużo czasu upłynęło, nim Smerfy uzyskały niepodległość. Już rok po swoim debiucie stały się bohaterami odrębnego komiksu w "Spirou", a w ciągu pięciu lat doczekały się pierwszego albumu. Peyo był autorem aż 16 tomów rysunkowych opowieści o tych stworkach, które tworzył aż do swojej śmierci w 1992 roku. Kolejne albumy z tzw. oficjalnej serii sporządzali już inni autorzy, pozostający w ścisłej współpracy z Thierrym Cullifordem, synem ojca Smerfów. Czyli ich bratem? Niemalże. Urodzony w 1956 roku Thierry był, teoretycznie rzecz ujmując, rówieśnikiem Smerfów. Wychowywał się obok nich. W późniejszych wywiadach wielokrotnie podkreślał, że w jego domu Smerfy uważane były za członków rodziny. Podobno blondwłosa Smerfetka wzorowana była na jego młodszej siostrze Véronique.
 
Smerfy 2
Trzydzieści tomów przygód Smerfów (najnowszy "Les Schtroumpfs de L'Ordre" wyszedł w 2012 roku nakładem wydawnictwa Le Lombard) przetłumaczono w sumie na 25 języków i sprzedano w przeszło 25 milionach egzemplarzy. 
 
Serialowa kariera
 
Dziś jednak mali bohaterowie Peyo najsilniej kojarzeni są z odcinkową kreskówką. Nadawane przez wiele telewizji w paśmie wieczornym "Smerfy" układały do snu kilka pokoleń dzieci z 30 krajów. Zanim jednak stały się bohaterami serialowymi, odegrały kluczową (choć nie pierwszoplanową) rolę w pełnometrażowej animacji z 1974 roku. Reżyserią filmu zajął się sam Peyo, który raz jeszcze postanowił wrócić do historii Johana i Pirlouita, umieszczając Smerfy w tle wydarzeń. W "Smerfowym flecie" niebieskie ludziki zyskują jednak indywidualne cechy podkreślone imionami (Ważniak, Pracuś, Osiłek). Nie stanowią już jedynie trybików kolektywnej całości, do roli których sprowadzone były w komiksie. To duży awans dla Smerfów i równie duże przekleństwo dla całego filmu. Mocny drugi plan zbyt wyraźnie kontrastuje bowiem z tym, co dzieje się na przedzie. Wywindowani na siłę do roli głównych bohaterów Johan i Pirlouit okazują się zbyt nudni i powtarzalni – nie utrzymują dostatecznie uwagi widza, przez co pierwszą połowę filmu ogląda się z trudem. Potem wchodzą Smerfy i po raz kolejny kradną show.

TU ZNAJDZIECIE WIĘCEJ INFORMACJI O "SMERFACH 2"
"Smerfy" układały do snu kilka pokoleń dzieci
Kręcony w latach 1981-89 amerykańsko-belgijski serial telewizyjny studia Hanna-Barbera należał już całkowicie do nich. Wyprodukowano wówczas aż 9 serii, na które złożyło się 421 epizodów. Pogłębione zostały w nim charakterologiczne różnice między poszczególnymi mieszkańcami wioski, wielu z nich dostało nawet swój własny odcinek. Silniejszy rys otrzymał także największy wróg Smerfów, zły czarodziej Gargamel, niestrudzony w marzeniach o spożywaniu niebieskiego mięsa. I oczywiście bardzo w swych dążeniach nieskuteczny, wszak zło nie może triumfować nad dobrem – przynajmniej nie w dobranocce. Dziecięcy odbiorca był już w czasach powstawania serialu na tyle oczywistym targetem, że zdecydowano się dostosować do niego treść utworu. Złagodzono choćby wszelkie przejawy przemocy wśród samych Smerfów. Jeszcze w "Smerfowym flecie", gdy społeczność wioski miała dość przemądrzałych wywodów Ważniaka, był on walony w głowę młotkiem. W serialu neutralizuje się mądralę poprzez wykopanie go poza granicę wioski – a i tak widać jedynie efekt tego procederu, sam akt kopnięcia nie był pokazywany małemu widzowi.
 
Są tu też smaczki dla dorosłych. Uwagę zwraca przede wszystkim warstwa muzyczna serialu. Dzieciom najbardziej kojarzy się ze "Smerfami" piosenka otwierająca (znana jako La La Song) skomponowana przez Hoyta Curtina. Wyczulonemu na muzykę starszemu widzowi znajomo zabrzmią także inne przygrywki i dżingle użyte w kreskówce. Dźwięki towarzyszące szczególnie emocjonalnym momentom fabuły – w telewizyjnych bajkach zazwyczaj banalne i niewarte szczególnej uwagi – w "Smerfach" dobrane zostały ze szczególną starannością. Doliczono się użycia fragmentów z ponad 60 utworów najznakomitszych twórców muzyki klasycznej. I tak Smerfom nieobca jest na przykład "Sonata księżycowa" Beethovena, "W grocie Króla Gór" Griega czy "Lot trzmiela" Rimskiego-Korsakowa. Najbardziej chyba zadziwiającym przykładem wkomponowania klasycznego utworu w serial jest VIII Symfonia ("Niedokończona") Schuberta, dla wielu znana bardziej jako motyw Gargamela.
 
 
 
 
Drugie dno?
 
Niecichnący światowy rozgłos, miliony podbitych serc, spektakularny sukces komercyjny. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak wiele mogła osiągnąć grupka niebieskich ludzików długo przeganiana po drugich planach nieskomplikowanego komiksu i równie nietrudnej bajki. Aż kusi, by do "Smerfów" wracać – zbadać je lepiej, dokopać się głębiej, dokonać przełomowego odkrycia, które wyjaśniłoby istotę ich fenomenu. Mówiąc wprost: chciałoby się odnaleźć u ich podstaw jakąś solidną mitologię. Najlepiej taką, jaką zbudował dla swoich książek Tolkien. 

TU ZNAJDZIECIE WIĘCEJ INFORMACJI O "SMERFACH 2"
Smerfy (2011)
Wszystko wskazuje jednak na to, że w smerfowej sprawie nie ma żadnego drugiego dna. Ich kariera nigdy nie była planowana, a niespodziewana popularność wynikała raczej ze szczerej chęci ich twórcy, by zapewnić dzieciom wartościową, choć nie bardzo wyrafinowaną rozrywkę. O tym, jak bardzo Peyo nie spodziewał się sukcesu Smerfów, świadczy już sama oryginalna nazwa ich gatunku – o dość ironicznej etymologii. Upowszechnione w świecie angielskie Smurf wywodzi się z holenderskiego tłumaczenia. Natomiast w oryginalnym, francuskim brzmieniu Smerf to Schtroumpf. Tego wymyślonego przez siebie słowa używał Peyo wtedy, gdy nie wiedział lub chwilowo zapomniał, jak coś się nazywa. W takim rozumieniu polskim odpowiednikiem "schtroumpfa" byłby "wihajster".
 
Choć Smerfy mają teoretycznie swój własny język, nie jest on szczególnie skomplikowany – tradycyjne wyrazy zamienia się po prostu na neologizmy o rdzeniu "smerf" (w wyniku czego można coś smerfnąć i zasmerfić się tym srodze). Żadne tajemne prawidła nie rządzą także ich naturą – Smerfy śpią, jedzą i pracują jak ludzie. Przyrost naturalny regulowany jest natomiast przez bociana, który raz na jakiś czas podrzuci do wioski niebieskie młode. Peyo skonstruował świat Smerfów w najprostszy z możliwych sposobów – jest on nasiąknięty cudownością na tyle, że jest w stanie zafascynować dziecko i jednocześnie na tyle podobny do zwykłego, by nie prowokować pytań, z którymi kilkuletni widz nie mógłby sobie poradzić.
 
Niektórzy są jednak wytrwali w szukaniu kontrowersji wokół "Smerfów". W 1998 roku pisarz Marc Schmidt opublikował prześmiewczy artykuł, w którym sugerował, że głównym celem twórczości Peyo było opiewanie komunizmu. Wykreował przecież wioskę, w której najwyżej ceni się pracę na rzecz wspólnego dobra, jej przywódcę – "czerwonego ojca" stylizowanego na Marksa oraz największego wroga – Gargamela reprezentującego zachłanny i głupi kapitalizm. Parodystyczne tezy Schmidta znalazły swoich zupełnie poważnych zwolenników. Dyskusja, która wówczas rozgorzała, ciągnęła się przez kilka lat. Głos w niej zabrała nawet rodzina nieżyjącego już Peyo – wzburzona zarzutami o manipulowanie dziećmi i zapewniająca o dobrych intencjach rysownika.
 
Powrót do korzeni
 
Wszelkie próby dyskredytowania "Smerfów" kończyły się niepowodzeniem, o czym świadczy niesłabnąca popularność twórczości Peyo. Choć pokolenia, które wychowały się na komiksach i serialu zdążyły już dorosnąć, obecność niebieskich stworków w kulturze w ostatnich latach uległa nasileniu. Głównie za sprawą filmu fabularnego, nakręconego w 2011 roku przez Raję Gosnella. 

TU ZNAJDZIECIE WIĘCEJ INFORMACJI O "SMERFACH 2"
Gargamel w "Smerfach" z 2011 roku
Gdy w sieci pojawiły się pierwsze kadry z nowych "Smerfów" – gdzie wyanimowani w 3D niebiescy bohaterowie stoją obok żywych aktorów – dawni fani zamarli. Obawiano się wizualnego przekombinowania i profanacji. A jednak film okazał się strzałem w dziesiątkę. Z dwóch powodów.
 
Po pierwsze dlatego, że twórcom nowych "Smerfów" przyświecał szczytny cel, który zrealizowali wzorowo. Była nim chęć przedstawienia współczesnym dzieciom jednych z najwspanialszych bohaterów dawnych bajek – z pełnym wachlarzem najpiękniejszych wartości, które reprezentowali. Ludzcy bohaterowie filmu, Patrick i Grace, stają się sojusznikami młodego widza – też nie znali wcześniej Smerfów i muszą się o nich wszystkiego dowiedzieć. A jednocześnie stawiają te same pytania, które chętnie zadałby Smerfom po latach dorosły fan: o ich relacje rodzinne, naturę czy specyficzny język.

Smerfy 2
Po drugie, Raja Gosnell doskonale wyczuł potrzebę połączenia dawnych bohaterów z nowoczesnością. Przede wszystkim w zakresie wizualnym – płaska animacja w stylu "Kto wrobił Królika Rogera" rozminęłaby się prawdopodobnie z oczekiwaniami dziecięcego widza, przyzwyczajonego już do zupełnie innego obrazu. Ważne było również wyodrębnienie głównej postaci, niepozornego Ciamajdy, który – jak przystało na Hollywoodzkiego bohatera – bawi, wzrusza i odkrywa siebie na nowo. Ciekawie prezentują się również nawiązania do współczesnej popkultury – interakcja Marudy z M&Msami czy scena, w której kot Klakier boleśnie rozbija się o półkę z maskotkami Hello Kitty. 
 
"Smerfy" wejdą do polskich kin 2 sierpnia. Sklepy już od tygodni wypełnione są filmowymi gadżetami, Smerfy spoglądają z billboardów i pokrzykują z trailerów. Kto czeka na nowy odcinek, niech się szykuje na seans. A kto się boi Gargamela... 
[Patrycja Rojek]